poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Podsumowanie kwietnia



Ale ten czas leci, dopiero piłam z Michrrem sylwestrowego szampana, a tu już kwiecień się skończył… To był dobry miesiąc :)

Wreszcie przyszła wiosna! Bardzo brakowało mi tej całej wiosennej otoczki… Teraz gęba cieszy mi się każdego ranka, kiedy tylko widzę przez szpary w żaluzjach błękitne niebo. Wszystko kwitnie, budzi się do życia. Ja też ;) wieczne zachmurzenie, opady śniegu i zimno działały na mnie wręcz depresyjnie.



Udało się nam spotkać z naszym przyjacielem, który mieszka w Niemczech. Zawsze, gdy przyjeżdża, mamy małe święto. Tym razem spotkanie odbyło się w większym gronie i do tej pory mam ochotę przeprosić pana kelnera z warszawskiego Sphinxa :D

Spełniło się też moje małe marzenie :) było z nim jednak trochę zamieszania, jednak wszystko skończyło się sukcesem i mogę cieszyć się moim …. Ciiii ;) na razie nic nie powiem!

Pod względem filmowym raczej słabo. Nadmienię, że filmy oglądam tylko, gdy widzę się z Michrem ;) inaczej nie lubię. W zasadzie Misza się śmieje, że wcale nie oglądam filmów, tylko wtulam się w niego i udaję, że oglądam, a tak naprawdę wykorzystuję okazję, żeby zasnąć :P i to w zasadzie jest częściowo prawda ;) najlepiej zasypia mi się właśnie w ten sposób.

Co obejrzeliśmy?
„Nieustraszeni bracia Grimm” – w zasadzie przez cały film zamiast skupiać się na tym, co się dzieje na ekranie, to zastanawiałam się, czy tam faktycznie biega Cersei z „Gry o tron” ;D
„Jestem Omegą” – noo.. ciężko. W zasadzie myślałam, że to jakaś bardziej ‘amatorska’ wersja „Jestem legendą” i po prostu zasnęłam.
„Sisters” – nie wiem. O dziwo nie spałam. Ba! oglądałam w skupieniu! Ale zakończenie… Nie. Po prostu tak bez sensu, że byłam zawiedziona, tym bardziej, że to ja wybrałam ten film do obejrzenia.
„Bezimienni” – lekko ciągnący się, trochę przysypiałam… W ogólnym rozrachunku mogę powiedzieć, że całkiem niezły, z dobrym zakończeniem (tu byłam zadowolona, bo też ja wybrałam ten film)
„Alfabet śmierci” – no cóż. Obejrzeliśmy sobie rano, żeby się rozbudzić. Jednak musiałam w połowie poprosić Michra, żeby to wyłączył. Film, a właściwie zbiór nowelek był po prostu… niesmaczny.

Pod względem kosmetycznym… No cóż, mam bana na kosmetyki! 

Pielęgnacja włosów:
Dzięki uprzejmości Arta, który ma drogerię DM w swoim mieście, mogę wypróbować:
-słynną kokosową odżywkę z kwiatem tiare
-mleczko do włosów z mango i aloesem (użyte już raz w kryzysowej sytuacji u Michra, gdy akurat skończyła mi się odżywka)

-olejek migdałowo – arganowy do włosów (już otwarty i w trakcie testów)
-maskę do włosów z hibiskusem


Paznokcie:
Tu bardzo przyszalałam… Zwykle kupuję jeden lakier od czasu do czasu i na tym koniec… Jednak z każdego nowego lakieru jestem bardzo zadowolona!
W mojej małej kolekcji pojawiły się:
-lakier Manhattan Quick Dry, w kolorze pięknej czerwieni. Dostałam ten lakier od Arta – na pocieszenie, bo chciałam piaskowe lakiery P2, a nie było ich akurat w jego DM ;)
-lakier Wibo Last & Shine, nr 3. To kolor, którego szukałam bardzo długo. Ciężko mi go określić, to taki róż wpadający w koralowy z nutką łososiowego, ma też lekki srebrny shimmer ;)

-lakier Ferity Disco Glow, yellow glow. Ten gadżet kupił mi mój Mężczyzna :D mieliśmy radochę, bo ten lakier w neonowym kolorze… świeci w ciemności! :D
-lakier Ferity Miss Match, black mist. To też prezent od mojego M. ;) ten lakier z kolei zmienia kolor pod wpływem temperatury :)

-lakiery Virtual Fashion mania, które już pokazywałam. Dokupiłam jeszcze fiolet ;)

Ogólna pielęgnacja:
Tu nie jest tak tragicznie, uff!
-woda różana Fitomed – miała być lawendowa, a skończyło się na różanej ;P ale na pewno nie skończy się na jednej butelce!
-sok z żyworódki pierzastej – na moje ciężko gojące się rany i inne dolegliwości skórne. Dopiero w domu zauważyłam, że to niby dodatek do kąpieli, ale patrząc na skład chyba nie ma co się martwić. Roślinkę próbują mi skombinować wszyscy dookoła ;P

-bloker Ziaja – do tej pory jakoś krzywo patrzyłam na tego typu produkty, ale jednak się skusiłam ;)
-peeling BeBeauty borówkowy – bo nie było mango, a te peelingi bardzo lubię.


Z jednej strony jestem zła na siebie, bo przybyło zapasów, a prawie nic mi nie ubyło :p z drugiej strony większość tych kosmetyków to prezenty ;)
Postanowiłam też wrócić do swojego naturalnego koloru włosów i kupiłam farbę.

Włosy w kwietniu nie szalały, urosły 1cm.

Jeśli tu dotarłaś, to śmiało możesz sobie powiedzieć, że jesteś naprawdę wytrwała! ;)
A ja sobie przypomnę, że przede mną baaaardzo ciężki miesiąc... 

sobota, 27 kwietnia 2013

Recenzja: Eveline, Superskoncentrowane serum modelujące pośladki



Hm… to jest dla mnie nieco drażliwy temat ;) Niby nie mam swoim pośladkom nic do zarzucenia… Ale. No właśnie. No cóż, jestem kobietą ;p
Zaczęłam nieco ćwiczyć i zwracać uwagę na to co jem + zdecydowałam się na zakup serum do pośladków. Padło na superskoncentrowane serum modelujące pośladki z firmy Eveline.



Od producenta:
„Rewolucyjna formuła oparta na unikatowym kompleksie Full-shape™ i Volufiline™, sprawia, że serum błyskawicznie wypełnia, rzeźbi i unosi pośladki. Już po pierwszym zastosowaniu tworzy mikrosiateczkę liftingującą, zapewniając szybki efekt krągłych i jędrnych pośladków. Serum sprawia, że pośladki stają się pełne, perfekcyjnie wymodelowane i maksymalnie uniesione. Zapobiega wiotczeniu skóry oraz chroni przed powstawaniem rozstępów.”

Skład:

Kosmetyk kupiłam za 12,99 (cena regularna) w drogerii No-el. Z tego, co zdążyłam się zorientować, w Rossmannach kosztuje ~15zł, więc chyba zrobiłam niezły deal. Za tę cenę otrzymujemy 200ml kosmetyku.

Wszystko mieści się w sporej, różowej, miękkiej tubie. Zbliżam się do końca i niestety konieczne będzie przecięcie opakowania, czego po prostu nie cierpię. Na opakowaniu widać z milion różnych informacji: że gratis, że innowacja, że nr 1 w PL, że coś tam… To niby tylko opakowanie, ale powiem szczerze, że tyle informacji na tak małej powierzchni działa na mnie nieco drażniąco ;P 

Zdziwił mnie zapach kosmetyku – spodziewałam się typowego „balsamowego”, a tu niespodzianka. Ciężko mi określić ten zapach, kojarzy mi się z jakimiś ładnymi perfumami z Avonu, które milion lat temu można było powąchać na pachnącej stronie w katalogu ;) Czuć go przez chwilę podczas aplikacji, później znika.

Konsystencja jest dość ciekawa – taki żel-balsam, w mlecznobiałym kolorze. Ładnie się rozprowadza i szybciutko wchłania.

Szczerze, nie oczekiwałam cudów po tym kosmetyku. Wolałam skupić się na ćwiczeniach i diecie. Jednak smarowałam pośladki regularnie tym specyfikiem, 2x dziennie według zaleceń (czasem również stosowałam na dekolt i biust – tu bez szału) i muszę przyznać (a właściwie musimy – mój Mężczyzna też ;p), że różnica jest spora. Efekt push-up jest raczej lekki, nie ma co oczekiwać, że to serum podniesie i wymodeluje pośladki ;) ale skóra po regularnym stosowaniu jest bardzo wygładzona, aksamitna w dotyku, jędrna, napięta… Niestety ćwiczenia i dieta poszły sobie równie szybko jak przyszły ;) dlatego byłam przekonana, że to serum to pic na wodę i nie będzie żadnej różnicy. Miło się rozczarowałam :) zrobię sobie teraz przerwę, a później włączę ćwiczenia i dietę. Myślę, że wtedy efekty mogą być naprawdę niezłe! Niemniej jednak, polecam, choćby dla tego wygładzenia i napięcia skóry :)

Mam jeszcze jedno serum do pośladków, antycellulitowe z Collistara, ale jakoś nie mogę się do niego przekonać... W tym momencie pozostanę wierna Eveline.
 
Ten tydzień minął mi bardzo intensywnie. Nadal nie mam Internetu, ale jest szansa, że mój Ukochany naprawi usterkę (jeszcze o tym nie wie, huehuehuehue) w poniedziałek, gdy do mnie przyjedzie. Tak przy okazji… zauważyłam, że za każdym razem, gdy mój Michrr ma do mnie przyjechać, to okoliczne markety wypuszczają gazetki promocyjne z alkoholem. Ciekawa zależność :D

piątek, 19 kwietnia 2013

Krótkie sprawozdanie i Liebster Blog ;)

Dziś luźno, głównie z powodu braku normalnego Internetu. Brak normalnego Internetu oznacza, że zostałam skazana na Internet mobilny, który nie bardzo chce ze mną współpracować. Mimo tego jest ciekawie. Leżę i czytam, czyli to, co koty lubią najbardziej ;) 
Panika związana z wynikami badań tarczycowych była nieuzasadniona. P. dr uspokoiła mnie, że TSH obniża się powoli, i to dlatego i blablabla. W nagrodę kupiłam sobie w Naturze cienie sypkie (wszystko przez Vivkę!) My Secret Star Dust nr 1 (czyli zwykła perła, której, o zgrozo! nie miałam) i lip cream Essence, Stay Matt, w kolorze 01 Velvet rose.

Problem w tym, że kolor „matowego błyszczyku” jednak totalnie mi nie pasuje. W opakowaniu wygląda na chłodny, a po nałożeniu wybijają się ciepłe, lekko brzoskwiniowe tony. Przy mojej jasnej, chłodnej cerze wygląda to źle. Problem poniekąd rozwiązuje się, gdy nakładam kosmetyk palcem - wygląda to delikatniej, choć i tak czuję się trochę dziwnie ;|

Z cieni My Secret jestem zadowolona, choć to w tym momencie „kredyt zaufania” – na razie znalazły się tylko na wierzchu mojej dłoni. Pigmentacja boska – wcale nie musiałam mocno dociskać palca, żeby je było widać. Posłużą też w minimalnej ilości jako rozświetlacz w razie kryzysu ;)

Dziś też przeprowadziłam pierwszy zabieg depilacji włosków nad górną wargą ^^”. Nie wiem, czemu, ale myślałam, że będzie boleć jak diabli, a tu nic! Coraz gęściej zastanawiam się nad odbrażeniem się na pastę cukrową i zakupieniem tej, o której pisała u siebie Kolorowy Pieprz. Jednak ciągle wypadają inne wydatki, ale mimo tego wciągnęłam ją na swoją chciej listę ;)
 
Zostałam też nominowana przez Vivcię do zabawy Liebster Blog. Szczerze mówiąc, byłam w szoku :) nie mniej jednak, bardzo dziękuję, choć obawiam się, że ciężko będzie mi się wywiązać ze wszystkich zasad ;)

Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Problem w tym, że ciężko będzie mi wytrzasnąć te 11 osób :D

Pytania od Vivianny:
1. Góry czy morze?
*góry 
2. Jakie jest Twoje ulubione warzywo?
*brokuł
3. Co Cię skłoniło do założenia bloga?
*chęć podzielenia się z kimś tym, co dzieje się w mojej głowie
4. Jaki jest Twój ulubiony serial?
*nie przepadam za serialami, ostatnio spodobało mi się "666 park avenue", jednak już zakończyli produkcję
5. Czy zdarza się, żeby ktoś krytykował to co robisz na blogu?
*nic mi o tym nie wiadomo
6. Co ostatnio sobie nuciłaś/eś?
*Korn - Hollow life
7. Czy lubisz przytulać innych?
*zależy. jeśli wiem, że tego chcą, to tak, a jeśli nie chcą, to strefa intymności jest dla mnie święta i działa to w obie strony
8. Lubisz spacerować podczas deszczu?
*tak, odkąd mam moją wieeeelką, tęczową parasolkę ^^
9. Jaki jest według Ciebie najpiękniejszy, najwspanialszy instrument muzyczny?
*theremin :D a tak na serio, to fortepian
10. Lubisz sushi? ^^
*uwieeelbiam :) zarówno robić, jak i jeść ^^
11. Ile razy musi zadzwonić telefon, zanim podniesiesz słuchawkę? 
*z milion, bo nienawidzę odbierać telefonów    

 Pytania ode mnie:
1. Co lubisz robić, gdy pada deszcz?
2. Jakie są Twoje ulubione kwiaty?
3. Co sprawiło Ci największą trudność podczas nauki w szkole?
4. Jaką książkę ostatnio przeczytałaś?
5. Jaka jest Twoja ulubiona herbata?
6. Gdzie jest słonko, kiedy śpi?
7. Lubisz pieczone kasztany?
8. Grasz w coś "nałogowo"?
9. Jesteś otwarta na nowinki techniczne, czy jesteś "staroświecka"?
10. Jaka byłaby Twoja reakcja, gdybyś pewnego razu obudziła się całkiem niewidziala?
11. Jaki jest Twój niezawodny sposób na zrelaksowanie się?


Pozwolę sobie zaprosić do zabawy Majową Malagę i Kapryska ;) A jeśli ktoś inny chciałby się pobawić, to zapraszam :)
Vivciu, Ciebie też! ;D
       
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...