sobota, 13 kwietnia 2013

Aktualna pielęgnacja włosów



Jestem włosomaniaczką w stopniu lekkim. Nie dałam się jednak zwariować – tak naprawdę nie używam wielu produktów. Założyłam sobie, że sprawdzę, co dla moich włosów jest najlepsze, a jak coś nie będzie mi pasować, to oddam znajomym… ;) 


Trochę historii…


Zaczęło się od tego, że wymyśliłam sobie kolorowy spód włosów. Niewiele myśląc zamówiłam toner La Riche Directions w kolorze Turquoise, kupiłam rozjaśniacz i zmasakrowałam swoje włosy. Mój naturalny kolor to bardzo ciemny brąz - choć i tak niektórzy mówili o mnie „czarna”… ;) Serduszko boli na samo wspomnienie tego rozjaśnionego czegoś… Bo włosy to na pewno nie były. Ale toner chwycił, ja byłam szczęśliwa.

No i tak biegałam przez dłuższy czas, odnawiając ten turkus. Co jak co, ale te tonery (bo później przyszedł czas na inny kolor, a jakże) są bardzo, baaardzo wydajne i nie wymywają się tak szybko. Po pewnym czasie zaczął mi przeszkadzać stan moich włosów, które były bardzo suche. Nie używałam suszarki, a prostowałam jedynie grzywkę. Spytałam przyjaciółkę (która była dla mnie wtedy kimś w rodzaju „guru” – teraz się z tego śmieję) o jakąś odżywkę. Poleciła mi jakąś przeciętną, nie pamiętam nazwy w chwili obecnej. Po jakimś czasie sprawdziłam jej skład i okazała się napakowana silikonami. No i było fajnie, ale do czasu. Zaczęłam szukać czegoś, co mogłoby mi pomóc. Spód w akcie desperacji i sama-nie-wiem-czego podcięłam… Tak, sam spód. Reszta pozostała dość długa.To był styczeń/luty 2012. Mama wtedy dała mi szampon wraz z odżywką, które dostała w aptece za jakiś program lojalnościowy. To były produkty Ziaji z serii Intensywna Regeneracja – Miód. Bardzo mi się spodobały, używałam ich dłuższy czas jednocześnie szukając informacji na temat włosów, ich odżywiania i pielęgnacji. Eksperymentowałam i powoli zaczęłam zauważać, co podoba się moim włosom, a co kompletnie im nie służy. W domu się dziwili, chłopak się lekko podśmiewał… Ale ja się nie poddałam!


Teraz…


Nadal nie suszę, nie prostuję w ogóle. Okazało się, że moje włosy są falowane… Nie zawsze mam czas, żeby je wystylizować :( Jeśli to robię, stosuję żel lniany, który podoba się moim włosom. Zaczęłam je farbować na kolor czerwony (a raczej czerwono-wiśniowy), najpierw farbami drogeryjnymi, później przerzuciłam się na fryzjerską. Farbuję jedynie odrosty, wypłukany kolor odświeżam tonerem La Riche wymieszanym z maską. To też podoba się moim włosom :) Coraz częściej zastanawiam się nad powrotem do naturalnego koloru… Aktualnie włosy mają 51cm.


Pielęgnacja…

SZAMPONY:

Moje włosy pozwalają mi na mycie co ok. 3 dni. Używam płynu do higieny intymnej z Rossmanna – Facelle, wersja sensitive. Strzał w dziesiątkę! Świetnie się pieni (stosuję metodę kubeczkową), oczyszcza skórę głowy, nie podrażnia, nie powoduje u mnie łupieżu… 


Do oczyszczania raz na jakiś czas używam szamponu Ziaja, o którym pisałam wyżej. Nadal bardzo dobrze mi służy.


 

ODŻYWKI:

Tu skromnie ;) Słynna Isana z olejem babassu. Już niestety na wykończeniu… Przyjaciel z Niemiec długo szukał jej w tamtejszych Rossmannach, jednak bez skutku. Lubiłam czasem myć nią włosy. Jako odżywka świetnie wygładza i sprawia, że moje kudełki się nie plączą. Wszystko mi w niej odpowiadało, niestety… To co dobre, szybko się kończy :( Następne w kolejce są Balea z kokosem i kwiatem tiare oraz Balea z mango i aloesem. 


Odżywka bez spłukiwania Joanna z pokrzywą i zieloną herbatą również bardzo mi się spodobała, głównie ze względu na zapach ;) 


MASKI:

Na przemian Alterra granat i aloes oraz Kallos latte. Bałam się stosować Kallosa ze względu na proteiny w składzie. Jednak nic się nie stało – ani kolor się nie wypłukał, ani moje włosy nie wyglądały na suche. Lubię obie, jednak to przy Kallosie wystąpił efekt „wow!” ;)


OLEJE:

Kiedyś była oliwa z oliwek, jednak postanowiłam się przyjrzeć innym olejom. Kokosowy u mnie się nie sprawdził – włosy odżywione, ale spuszone… W tej chwili migdałowy i arganowy z Alverde najlepiej się sprawdzają. Stosuję także szybkie serum olejowe dla leniwych ;) olej ze słodkich migdałów + woda + odżywka Isany + parę kropli gliceryny, którą moje włosy KOCHAJĄ. To też był strzał w dziesiątkę, bo nie przepadam za olejowaniem… ;)


WCIERKI:

Był Jantar i kozieradka… Teraz jest eliksir Green Pharmacy, jednak raczej jeszcze w fazie „eksperymentalnej”. Jantar i kozieradka zasiały prawdziwe spustoszenie na skórze mojej głowy. Eliksir GP… nie wiem jeszcze czy robi cokolwiek. Włosy wypadają trochę mniej, nie podrażnia skóry głowy…


Myślę, że nie jest tak źle ;) Oprócz tego biorę Calcium Pantothenicum. Nie przepadam szczególnie  za zmianami, ale jestem pewna, że gdy włosy zaczną marudzić, to szybko znajdę przyczynę i dostarczę im tego, czego potrzebują ;)
Najbardziej cieszy mnie to, że widać różnicę - mój Mężczyzna sam zauważył, że włosy mam grubsze, bardziej gęste i takie milutkie. Jakoś chętniej też mnie po nich kizia, mru ;)

4 komentarze:

  1. babassu, ech babassu...łezka sie w oku kręci...jeszcze ja masz:)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy mi na ~2-3 użycia... Oszczędzam ją, jak tylko mogę :)

      Usuń
  2. Tez mam odżywkę z Joanny, tylko z lnem i rumiankiem. Te odzywki mają strasznie piękne zapachy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bałam się użyć tę z lnem i rumiankiem na moje czerwone włosy :)
      A moją herbaciano-pokrzywową lubię głównie za piękny zapach :D

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz! Sprawiacie mi wielką radość i wierzę, że to co robię, nie jest bezsensowne.

Proszę jednak o niepozostawianie spamu. Uwierzcie, że na pewno do Was trafię, jeśli tylko nie będziecie mnie do tego zmuszać :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...