piątek, 31 maja 2013

Dzikie Wyzwanie u Orlicy - Tydzień 1



Postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu. W wyzwaniu makijażowo – manicure’owym. Tak. Sama w to nie wierzę i się z tego śmieję :D 


Na bloga Orlicy zaglądam od dawna, w sumie bywałam u niej, gdy prowadziła jeszcze  bloga paznokciowego. Oczywiście jak to kot – byłam cicha i niewidoczna ;)
I właśnie wczoraj Orlica zaproponowała  zabawę – Dzikie Wyzwanie. Bardzo spodobał mi się jej pomysł, temat dość nietypowy i tym mnie ujął :) Tym bardziej, że całkiem niedawno byłam w zoo i napatrzyłam się na dzikie zwierzęta :D 


Dlaczego wzięłam udział? Po pierwsze, moje paznokcie są w takim sobie stanie – mam powód, żeby o nie naprawdę zadbać, w końcu będę je pokazywać. ;P Po drugie, nie jestem zbyt dobra w malowaniu na paznokciach – mam powód, żeby poćwiczyć. Po trzecie, jestem blogerką, dlaczego mam nie być aktywna? ;) Po czwarte, mam teraz trochę wolnego czasu, który MUSZĘ sobie jakoś zająć, bo zwariuję. I po piąte, mam tyle nieużywanych lakierów, że czas je jakoś wykorzystać i się do nich przekonać.




Jak widać, w pierwszym tygodniu Dzikiego Wyzwania Orlica oczekuje od nas Tygrysków ;) Inspiracji nie musiałam szukać daleko, wystarczyło przejrzeć zdjęcia z zoo.



Zmalowałam coś naprawdę prostego i w sumie przewidywalnego, ale zdradzę po cichu, że mam już niekonwencjonalny pomysł na żabę :D



Wygrzebałam lakiery, których praktycznie nie używam i spróbowałam wyczarować  żółto-pomarańczowe ombre. Niezbyt dobrze mi to wyszło, żółty lakier niestety nie chciał współpracować.



Kciuk poprawiałam 3 razy, potem odpuściłam. Szkoda, że widać niezbyt estetyczne ciapanie :( Szczerze mówiąc, początkowo miałam zupełnie inny pomysł, ale niestety poza moimi możliwościami. Jak się nie ma co się lubi, itd. ;)



Co znalazło się na pazurach?: 
  • Wibo nr 3, 
  • Colour Alike nr 436 (kupiony dawno temu - jak widać 'nieco' styrana buteleczka, ale sam lakier idealny, i ta cena :D), 
  • Carla nr 37 (na początku był świetny, krył po dwóch warstwach i szybko wysychał, teraz nie mogę na niego patrzeć, bo dzieje się z nim coś niedobrego), 
  • czarna farbka akrylowa

Po zrobieniu ombre przeciągnęłam jeszcze bezbarwnym lakierem, żeby pozbyć się tej niefajnej faktury po ciapaniu gąbeczką. 


Aktualnie od 3 dni siedzę nad piekielnymi zadaniami z matmy mojego M. Zadania same w sobie nie są trudne, ale należą do ‘sufitowców’, w dodatku źle skonstruowanych… Zostało mi 7 zadań z 82 :D Fajnie, że wyzwanie pojawiło się akurat teraz. Po godzinach liczenia i marudzenia na kobietę układającą te zadania dobrze jest sobie zrobić przerwę i zająć się czymś przyjemniejszym. Np. zrobić manicure albo makijaż ;)

środa, 29 maja 2013

Magia olejku rycynowego



Olejek rycynowy zawsze był obecny w moim domu. Stosowała go babcia, dodając parę kropel do maseczki z żółtka i oliwy. Zawsze machałam na to ręką, aż zaczęłam intensywniej interesować się swoim wyglądem. Poczytałam, poszperałam i doszłam do wniosku, że nie uraczę nim swoich włosów, ponieważ może je przesuszyć, poza tym ciężko się rozprowadza i zmywa. Nie chciałam zniechęcać się na wstępie ;) 



Paznokcie


Postanowiłam stosować olejek na moje biedne paznokcie. W pewnym okresie nie było tygodnia, żebym nie miała przynajmniej dwóch boleśnie pękniętych paznokci. Co urosły choć odrobinę i cieszyłam się ich zdrowym wyglądem, to trrrach! i po paznokciu. Zaczęłam więc robić sobie ‘maseczki’ na noc – wcierałam w paznokcie i skórki olejek rycynowy, nakładałam warstwę maści z witaminą A, a ręce smarowałam treściwym kremem. Na to rękawiczki kosmetyczne i spać.
Przyznam się, że nie byłam regularna w stosowaniu olejku rycynowego w ten sposób. Jednak zauważyłam, że paznokcie pękają rzadziej, są mocniejsze i wygładzone. Porzuciłam olejek rycynowy na rzecz Regenerum do paznokci, o którym napiszę osobną recenzję. Poza tym stwierdziłam, że nie muszę mieć długich paznokci, żeby dłonie wyglądały dobrze – krótkie też są w porządku, o ile są zadbane. 

 Rzęsy 

Jako dziecko miałam dłuuugie, wywinięte jak na zalotce rzęsy, czarne jak węgiel. Do tej pory pamiętam, jak moja starsza siostra przekomarzała się ze mną, że kiedyś mi je zabierze ;) No i tak sobie rosły ładnie, nie wypadały mi za bardzo, aż jako dziewczę w wieku licealnym zapragnęłam używać tuszu do rzęs, żeby jeszcze bardziej je podkreślić.


I tak po kilku latach zauważyłam, że rzęsy wypadają mi częściej, są jakby wypłowiałe, nie zawijają się tak ładnie jak kiedyś no i są dużo, dużo krótsze. Pomyślałam, że może to być wina:

a)      Częstego stosowania tuszu

b)      Nieodpowiednich płynów/mleczek do demakijażu

c)       Chorej tarczycy (już wszystko na to zwalam i w ten sposób się usprawiedliwiam)


No cóż, nie będę ukrywać, że lekko się podłamałam. Zaopatrzyłam się w płyn do demakijażu Bielendy, który zbierał dobre opinie, a według producenta miał wzmacniać rzęsy. O nim też chciałabym co nieco napisać w osobnej notce. Przypomniałam sobie też o olejku rycynowym. Znalazłam gdzieś w otchłani mojego bałaganu stary tusz, który miał znaleźć się w koszu już dawno temu, dokładnie umyłam, zdezynfekowałam szczoteczkę i zabrałam się za reanimację.




Codziennie na noc od końca kwietnia nakładałam na szczoteczkę parę kropelek olejku i wmasowywałam w rzęsy (dokładnie tak, jak przy nakładaniu tuszu). Trzeba uważać, żeby nie przesadzić z ilością olejku, bo może spływać do oczu. Poza tym nie odczuwałam żadnego dyskomfortu.
Żałuję, że nie mam zdjęcia moich rzęs przed stosowaniem kuracji. Możecie wierzyć lub nie, ale były naprawdę w złym stanie. 







Wybaczcie jakość tego zdjęcia i moje podpuchnięte oczy.



 Co uzyskałam stosując olejek rycynowy na rzęsy?


  • rzęsy urosły – wcześniej, w krytycznym momencie miały połowę długości obecnych

  • przyciemniły się – przy nasadzie nadal są jasne, ale na długości już nie są ‘przezroczyste’

  • znów się wywijają

  • przestały nadmiernie wypadać

  • pozbyłam się pustych przestrzeni między rzęsami



Ja jestem zadowolona ;) może nadal nie są najpiękniejsze, ale wyglądają dużo lepiej. Nadal stosuję  tusz, jednak wystarczy mi jedna warstwa do podkreślenia rzęs. Zmywam płynem micelarnym z Biedronki. Zamierzam nadal wmasowywać olejek rycynowy, tym bardziej, że jego cena (ok. 3zł) skutecznie zachęca, jednak zrobię sobie teraz przerwę. Co za dużo, to nie zdrowo. ;) 




Ostatnio ciężko u mnie ze zdjęciami… Mój aparat sygnalizuje, że jego dni są policzone, obiektyw zaczął skrzypieć… A i światła mało, przez dużą lipę tuż za oknem :(

sobota, 25 maja 2013

Uwaga, dzisiaj trochę prywaty! ;)



Uch, wróciłam, żyję. ;) Akumulatory naładowane, życie jest piękne, nie mam nic na głowie! Plan na dziś? Czytanie, malowanie paznokci, zaległości blogowe i pewnie skuszę się na film, którego nie chce obejrzeć ze mną mój Ukochany Niedobruch ;)
Spędziłam cudny tydzień z moim M. Uwielbiam te chwile, kiedy oboje nie mamy żadnych ważnych spraw do załatwienia i jedyne co nas ogranicza to fundusze. Dlatego tak bardzo cieszyłam się na samą myśl, że po maturze wsiądę w uroczy bus i pokonam swoją ulubioną trasę. 

Planów mieliśmy mnóstwo, ale ostatecznie ograniczyła nas pogoda ;) 

Udało nam się odwiedzić Muzeum Wojska Polskiego (w niedzielę wstęp bezpłatny do ‘parku’ otaczającego MWP – przeoczyliśmy to i mieliśmy nadzieję na zwiedzanie całego gmachu, jednak było zamknięte. Nic straconego, obiecaliśmy sobie, że wrócimy na zwiedzanie całości któregoś dnia :)) . Przyznam, że jestem całkiem ‘niewojskowa’ ;) i z historią mam niewiele wspólnego. Ale uwielbiam zwiedzać, oglądać i poznawać. Dobrze, że konikiem mojego M. jest właśnie historia – miał okazję do pochwalenia się swoją wiedzą, którą chłonęłam jak gąbka ;)

Potem wsiedliśmy w tramwaj i pojechaliśmy do zoo. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Do tej pory miałam okazję zwiedzić jedynie łódzkie zoo. No i owszem, podobało mi się, w sumie łażenia nie tak dużo, zwierzęta obecne… Choć większość pochowana lub przeniesiona przez remonty. Ale warszawskie zoo przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Spacerek zajął nam jakieś 6h, a ja dawno nie byłam tak zmęczona fizycznie i jednocześnie szczęśliwa. Mój M. ‘nawoływał’ zwierzaki, które siedziały tyłem, by się odwróciły na moment ;) wydobywał z siebie dźwięki jak jakiś egzotyczny ptak ;P i co ciekawe, to działało! Na wszystkie zwierzęta oprócz… kotów. Na te ja znalazłam sposób, ale w sumie co się dziwić, jestę kotę.

Chyba najbardziej ucieszyła mnie obecność tukana. Nie wiem czemu. A ara czerwona  próbowała zwracać naszą uwagę rozkładaniem skrzydeł. Muszę przyznać, że wyglądało to naprawdę imponująco. Prawdziwa kokietka ;)


Mieliśmy w planach jeszcze spacer po Starówce i parku fontann, ale przełożyliśmy to na następny raz. Byliśmy tak zmęczeni, że marzyliśmy tylko o chłodniku, który na nas czekał ;) 

Zwinnie z tematu ‘wycieczkowego’ przejdę na temat ‘kosmetyczny’ ;) A raczej zaprezentuję moje olbrzymie rossmannowe łupy, zakupione z okazji -40% na kolorówkę i kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Tak bardzo się ucieszyłam na tę promocję, myślałam że zostawię w sklepie grube pieniądze… Oto, co przytargałam ze sobą do domu:

Tak. Te trzy rzeczy. :D Jestem z siebie dumna! Maseczki z Ziai stosowałam kiedyś i bardzo je lubiłam. Tym razem postawiłam na wersję nawilżającą z zieloną glinką. Po obniżce kosztowała 0,89zł ;) Eyeliner z Lovely jest moim kosmetycznym hitem. Uwielbiam go i skorzystałam z promocji, gdyż akurat skończyło mi się poprzednie opakowanie. Zapłaciłam za niego 3,99zł. Bardzo chciałam wypróbować też lakier do ust Apocalips z Rimmel. Planowałam kupić kolor 201 – Solstice (i tak też się stało), choć wcześniej porównywałam swatche na różnych blogach i kolor raz był prawie niewidoczny, a raz mocno kryjący i dość ciemny. Zaryzykowałam i nie żałuję. Kosztował 14,39zł. Chciałam kupić jeszcze jakiś lakier do paznokci – ciągle poluję na w miarę kryjący, niedrogi nude (taki, co kryje po 2-3 warstwach, nie po milionie), ale to jest jak szukanie igły w stogu siana. Dlatego też zrezygnowałam. No i kusił tusz Pump up z Lovely, ale przypomniałam sobie, że niedawno kupiłam inny tusz, więc to bez sensu. Kosmetyków do pielęgnacji twarzy u mnie dość sporo, więc wzięłam tylko maseczkę. 

Majowa Malaga nominowała mnie do Liebster Blog Award. Dziękuję Kochana :* poprzedni wpis tego typu znajdziecie tutaj. Zasady te same ;) Tym razem jedynie odpowiem na pytania Malagi:

1. Wakacje w kraju czy zagranicą- gdzie wolisz spędzać?
*zdecydowanie w kraju – jest tyle pięknych miejsc w Polsce <3
2. Twoje pierwsze skojarzenie z kolorem zielonym?
*żaba w trawie ;)
3. Czym charakteryzuje się Twoja cera?
*suche policzki, świecenie w strefie T, rumiane policzki
4. Nie wyobrażasz sobie mieszkać w..?
*poza Polską – na tę chwilę
5. Ulubiona postać z bajek to..?
*pierwsza myśl – Kot Tom i Mysz Jerry, ale… nie wiem! Ja do tej pory uwielbiam bajki, zarówno te książkowe, jak i ich ekranizacje i kreskówki
6. Dostajesz lampę Aladyna, masz trzy życzenia i będą to..?
*mieszkanie dla mnie i dla M., nasza własna knajpka i ...ciiii ;)
7. Ideał faceta co powinien potrafić?
*kochać, doceniać, szanować. I gotować. ;P Mieć w sobie trochę powagi i jednocześnie coś z dziecka. Mam wielkie szczęście, taki właśnie jest mój Mężczyzna :)
8. Twój największy błąd w dbaniu o siebie, to?
*brak systematyczności jeśli chodzi o stosowanie balsamów do ciała ;P
9. Opisz siebie w trzech słowach
*zakochana, nieśmiała, cicha
10. Jaka/ jakie cechy w ludziach najbardziej Cie denerwują ?
*przesadna gadatliwość, dwulicowość, włażenie w strefę intymną
11. Jaka/jakie cechy w ludziach imponują Ci?
*bycie konsekwentnym i swego rodzaju upór, odwaga (której mi brakuje)

Wytrwałaś? Gratuluję ;)

czwartek, 16 maja 2013

Różane cudo



Zachciało mi się jakiś czas temu czegoś przyjemnego ;) do pielęgnacji twarzy. Coś, co ładnie pachnie, odświeża, chłodzi i przy okazji nie wysusza. Coś, czego będę mogła używać w razie potrzeby nawet parę razy dziennie. No i mam! 


Przeglądałam pewnego razu stronę firmy Fitomed i dostrzegłam coś, co przykuło moją uwagę na tyle, że zaczęłam drążyć temat i szukać opinii na wizażu. Mowa o płynach do twarzy, które dostępne są w trzech wariantach: 
-oczarowy o zapachu kwiatu pomarańczy do cery tłustej i mieszanej
-różany do cery suchej
-lawendowy nawilżający do cery zmęczonej 

Zachęcona pozytywnymi skutkami stosowania kremu lawendowego (o którym pisałam tutaj), zapragnęłam wody o tym samym zapachu i właściwościach.

Firma Fitomed wychodzi nam naprzeciw i udostępnia listę sklepów, w których można kupić ich kosmetyki. Oczywiście mojego miasteczka nie ma na liście, chociaż właśnie w tutejszym sklepie kupiłam krem do twarzy ;) nvm, i tak znalazłam sklep, w mieście mojego Michra, rzut beretem od nas <3

I co? Miła pani powiedziała, że ma tylko różany i oczarowy płyn, że o lawendowym nawet nie słyszała… Oo. No to wzięłam różany. A co mi tam! Najwyżej oddam mamie! Ale nie, nawet mowy nie ma




„Składniki naturalne: aromatyczna woda różana (20%), olejek z drzewka różanego, czysty miód lipowy, ocet z czerwonych winogron, wyciąg z owoców dzikiej róży, bogaty w witaminę C.
Właściwości: Różany płyn do twarzy jest znakomitym środkiem upiększającym skórę. Potrzebną wilgoć przekazuje skórze w najbardziej przyjemny sposób. Sporządzony według klasycznego przepisu, ma ożywczy, subtelny zapach oraz kojącą moc.
Działanie: na skórę przesuszoną działa odświeżająco i odprężająco, doskonale nawilża i wygładza naskórek. Cera staje się wypoczęta i rozjaśniona.”


Aqua, Cabbage Rose Water (20%), Gliceryn, Panthenol, Allantoin, Rosewood Oil, Vinegar, Peg-40 Hydrogenated Oil, Propylen Glicol (and) Rose extract, C.I.16255, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone.

 



Za ~15zł otrzymujemy 150ml płynu o jasnoróżowym zabarwieniu w poręcznej plastikowej butelce z atomizerem. Butelka opatrzona jest w uroczą etykietę – no nic nie poradzę, po prostu lubię te ich etykiety, bo są proste, czytelne, po prostu estetyczne. Atomizer nie zacina się, rozpyla równomiernie, mgiełka jest idealna – ani za wąska, ani za szeroka ;P Płyn jest bardzo wydajny. Na moją twarz wystarczają cztery psiknięcia. Zapach róż oczywiście jest obecny, ale jedynie przy psikaniu, potem ulatnia się. Stosuję wtedy, kiedy potrzebuję, również na makijaż – nic się z nim nie dzieje. Zostawiam do wyschnięcia, choć można również delikatnie przetrzeć twarz płatkiem kosmetycznym.
Powiem szczerze, że uwielbiam, po prostu uwielbiam ten płyn! Odświeża, chłodzi i nawilża. Moje wysuszone zwykle policzki są mięciutkie i nawilżone. Nie przetłuszcza mi skóry, nie wysusza, nie zapycha, nie powoduje wysypu niemiłych niespodzianek.
Jestem pewna, że na jednej butelce się nie skończy! Planuję przelać sobie trochę w mniejsze opakowanie i nosić zawsze przy sobie w torebce ;)

Przy okazji chciałam prosić o trzymanie kciuków za mnie jutro, tj. 17.05 :) Przystępuję do matury z biologii. Jestem dobrej myśli i dzisiaj chcę się tylko relaksować, a co ma być, to będzie!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...