poniedziałek, 6 maja 2013

Sushi time!



Wraz z moim Ukochanym uwielbiamy sushi. Nie stać nas jednak na kupowanie gotowego tak często, jak byśmy chcieli. Pochłaniamy naprawdę ogromne ilości i naszym zdaniem taniej nas wyjdzie zakup składników niż pudełeczka gotowego sushi + możemy zrobić sobie z czym tylko chcemy. ;)

Sushi to japońska potrawa, którą kojarzy większość z nas. Składa się głównie z gotowanego ryżu i różnych dodatków, zwykle surowych. Jednak ze względu na to, że trochę boję się jeść surowe ryby, używamy ryb wędzonych. Miałam okazję jeść sushi w ‘wyspecjalizowanej’ restauracji i wtedy zakochałam się w tych małych plasterkach…

Jest mnóstwo rodzajów sushi, jednak my po prostu przepadamy za tzw. maki. To te „zwykłe”, zwijane, w formie plasterka, zawinięte w suszone algi nori. Raz dałam się namówić na california maki, czyli takie „odwrócone”, z ryżem na wierzchu (nie jestem pewna, czy nazwa odnosi się tylko do tego odwrócenia składników, czy również ich kompozycji smakowej). O dziwo nie miałam wcale problemu ze zwinięciem tego wszystkiego, a Michrr wszystko pięknie pokroił, bez strat.



Zdjęcie nie jest najwyższej jakości, ale ciężko było zrobić jakiekolwiek – raz, że oboje chcieliśmy już jeść, a dwa, że robiliśmy sushi wieczorem. 

Zwykle robimy wypasione sushi z dużą ilością składników. Po prostu tak lubimy najbardziej. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem żadnym sushi masterem, a sushi, które robimy nie jest idealne, ale naprawdę mamy przednią zabawę, a później celebrujemy każdy kęs :D
Podstawowymi produktami, które zawijamy, są wędzony łosoś, surimi, ogórek i ser Favita. Do tego dodajemy najczęściej (tam, gdzie najlepiej się komponuje) avocado i ananasa. Czasem dorzucimy też trochę kawioru, jak było to ostatnio. Ja jednak nie przepadam za tym dodatkiem ;) Smaczne było też sushi z malutką papryczką chilli, złagodzoną serkiem Favita. Zdarzyło się nam zawinąć nawet żółty ser. ;)

Do tego wszystkiego mój Ukochany robi cudowny sos. Nigdy nie wiem, co dokładnie w nim jest :D Na pewno sos sojowego i odrobina octu winnego, ale co poza tym? Ciężko mi to zarejestrować, mój Mistrz zawsze robi inaczej, jednak za każdym razem sos jest wyborny i idealnie pasuje do naszych maki. 

Jakby ktoś zobaczył produkcję naszego domowego sushi, to by pewnie nas wyśmiał :D nie stosuję maty bambusowej, bo zwykle o tym zapominam. A wygodniej mi zwijać palcami ;) Chyba raz w życiu ugotowaliśmy ryż z octem ryżowym, bo akurat mieliśmy pod ręką. Bardzo rzadko używamy też wasabi, a marynowany imbir omijamy szerokim łukiem, bo oboje nie przepadamy za tym specjałem.
Ale to nie jest ważne. Najbardziej cieszy mnie mina mojego Mężczyzny, gdy próbuje naszych zawijasków <3

Cenowo wypada to różnie. Jeśli masz ochotę na domowe sushi, to polecam rozejrzeć się po różnych sklepach i porównać ceny. Można trafić nori za 12zł za 10 płatów, albo za tę samą cenę kupić płatów 6, co już się mniej opłaca, bo algi niczym się nie różnią. Ostatnio trafiliśmy na nori sprzedawane na sztuki, co było dla nas sporym zaskoczeniem. Za 10 sztuk zapłacilibyśmy 15zł. Co do składników rybnych mam to szczęście, że w  moim miasteczku jest cudownie zaopatrzony sklep rybny, gdzie można znaleźć produkty po naprawdę korzystnych cenach i właśnie tam nabywamy surimi i czasem łososia. Z łososiem zwykle nie ma problemów, praktycznie ciągle jest w promocji w którymś z większych sklepów. Ananasa kupujemy w puszce, avocado świeże. Ryż polecam specjalny do sushi, chociaż przyznam, że Michr potrafi ugotować ryż jaśminowy w taki sposób, że nie widzę żadnej różnicy (poza kształtem ;)). Podliczając, wychodzi nam ~35zł za naprawdę ogromną ilość sushi. Chciałam kiedyś zabrać mojego Mężczyznę do restauracji, jednak tam ceny za niewielki talerz sięgały nawet 200złotych..

Jedyny problem jest taki, że naprawdę dużo z tym roboty! Mamy to szczęście, że uwielbiamy spędzać czas na przygotowywaniu jedzenia i po zjedzeniu zrobionej porcji nie możemy doczekać się następnego zawijania <3

 * * *
Czeka mnie teraz bardzo trudny i stresujący czas – 17 maja piszę maturę z biologii. Denerwuję się, bo mimo tego, że mniej więcej przerobiłam materiał, to jestem jeszcze w lesie i ciężko mi się zmotywować do dalszej nauki. Szczególnie, że mam ochotę na tyle innych rzeczy… Tak, zaplanowałam dietę i ćwiczenia. Tak, mam mnóstwo książek do czytania. Tak, wiosna w pełni więc mogłabym wyjść z aparatem… Cała ja :D jednak naprawdę zależy mi na tych studiach. Muszę się kopnąć w tyłek.

13 komentarzy:

  1. Przyznam się,ze nigdy nie jadłam sushi, ale z moim M. tak się czaimy,żeby spróbować i jak czytałam posta to nabrałam ochoty:))
    a maturę z biologi zdasz i to dobrze-powodzenia:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę polecam :) Sporo moich znajomych nigdy nie jadło sushi, ale z góry zakładają, że nie lubią :)

      dziękuję :) ale nie ukrywam, że będzie ciężko...

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Szkoda tylko, że wszystko tak szybko zniknęło z talerza... ;)

      Usuń
  3. też pisałam maturę z biologii, będzie ok:) trzymam kciuki!
    i kocham sushi xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trzy lata przerwy od szkoły i samodzielna nauka - czarno to widzę, ale nie poddam się, dziękuję :D
      też kocham sushi!!!

      Usuń
  4. uwielbiam sushi, robić też chociaż nie jest tak dobre jak w restauracjach :) powodzenia na maturze! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak dawno jadłam to w restauracji, że nie potrafię już porównać smaków :) na szczęście wystarcza nam sushi produkcji własnej. Dziękuję serdecznie! :)

      Usuń
  5. Ha, sushi! Też je lubię przyrządzać ze swoim Mężczyzną. Jednak dla nas ryż musi być z zalewą octową, z wasabi i lubimy imbir. Serki mi nie podchodzą, ale proponuję poeksperymentować ze szczypiorkiem, sałatą, majonezem albo sezamem jako dodatkiem do maki. Fajnie robi się też rożki - temaki - oraz słodki omlet - tamago. Zawsze robimy gigantyczne porcje z około 1 i 1/3 szklanki ryżu. Ja niestety widzę różnicę w nori: te droższe są mocniejsze i grubsze. Generalnie każdy rodzaj sushi mi odpowiada. Mam też szczęście mieć w pobliżu dobry rybny, gdzie pani podpowiada czy warto wziąć łososia do spożycia na surowo czy lepiej tego wędzonego. Najśmieszniejsze jest to, że najpierw nauczyłam się je robić w domu, a dopiero potem poszłam pierwszy raz do sushi baru. I okazało się, że smakowo się nie różnią. Niestety nie opanowałam jeszcze robienia krewetek i nie wiem skąd załatwić "świeżego" tuńczyka i dobre ośmiorniczki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio wrzuciliśmy szczypiorek i bardzo nam pasował, lubimy eksperymentować i dodawać do sushi to, co mamy akurat w lodówce. Tamago wygląda bardzo apetycznie, pokażę mojemu Mężczyźnie i pewnie się skusimy. :) Kupowaliśmy nori w sklepie z azjatycką żywnością (tańsze) i w delikatesach (droższe) - ostatnio te droższe po prostu się rwały... Dobry rybny to skarb ;) Ja na razie boję się brać surową rybę, ale wszystko przede mną. A jeśli chodzi o krewetki, to mój Mężczyzna jest prawdziwym Królem Krewetek i przyrządza je po mistrzowsku! (właśnie zrobiłam się głodna) I najlepsze jest to, że wcale nie jest to takie trudne. No chyba, że chodzi o gambasy... :D

      Usuń
    2. Nie mam talentu do krewetek. Raz robiłam, dla mnie wyszły ohydne, ale znajoma miłośniczka tych skorupiaków wszamała je migiem chwaląc je sobie. Mi na razie smakują te podawane poza domem. Dawno już nie robiłam sushi, przez Ciebie znów mnie na nie naszło.

      Usuń
    3. Jakbym słyszała o swojej współlokatorce ;) Przyrządziła krewetki i nie mogła ich zjeść, patrzyła tylko na mnie zdziwiona, że mnie to smakuje. Może zrobiłaś swoje krewetki na zbyt dużym ogniu?

      Usuń
    4. Całkiem możliwe. Wg przepisu miały z przezroczystych zrobić się białe w 2 minuty, a moje były wiecznie przezroczyste niczym szyba w oknie :D

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz! Sprawiacie mi wielką radość i wierzę, że to co robię, nie jest bezsensowne.

Proszę jednak o niepozostawianie spamu. Uwierzcie, że na pewno do Was trafię, jeśli tylko nie będziecie mnie do tego zmuszać :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...