poniedziałek, 15 lipca 2013

Koci powrót ;)


Hej! :)


Wróciłam właśnie z przecudownych wakacji w górach. Zawitaliśmy do Zakopanego, do naszego Mariana i jego owieczek ;) Szczerze mówiąc bałam się, czy w ogóle tam dojedziemy – wszystko układało się nam jakby na złość: nie było autobusu, który miał nas zawieźć na dworzec WKD (pojechaliśmy taksówką), potem okazało się, że rozkład w Internecie różni się od tego na tabliczce i musieliśmy z centrum Warszawy dostać się na dworzec Metro Wilanowska czymś innym niż chcieliśmy. Tylko jak to mają zrobić dwie ciamajdy ze znikomą znajomością Warszawy (no dobra, mój Michr bardziej oblatany, ale i tak… eh) i tamtejszej komunikacji miejskiej? Już nie mówię o zamkniętej najważniejszej stacji metra… Wszyscy, których pytaliśmy o dojazd, mówili właśnie ‘jedźcie metrem, macie przecież z centrum’. Macie, tylko się nie zatrzymuje. Zamknięte przecież. Na szczęście znalazła się miła kobieta, która podała nam tyle tras alternatywnych, że nie mogliśmy nie dojechać ;) Potem tylko się bałam, że po takich nerwach i niewypałach nie dostaniemy się do autokaru, bo coś tam. Wszystko przez to, że M. nie przysiadł, gdy wrócił się po coś do domu, na pewno!!! 
Jechaliśmy Polskim Busem. Jedyne, co mam do zarzucenia to miejsce startowe w Warszawie. Poza tym naprawdę fajna sprawa. :) 


Słodkie cudaki :) be-ee

Pierwszego dnia wybraliśmy się na Nosal. Mimo kolejnych problemów (m.in. ze znalezieniem… szlaku) jesteśmy naprawdę szczęśliwi, że wybraliśmy tę trasę. Faktycznie jest mało popularna, a szkoda (?). 


Kamienne schody na szlaku

Widoki zapierające dech w piersiach, sprawiające, że niektórzy byli bliscy omdlenia :D Tak, niestety mam lęk wysokości, ale chęć zdobywania szczytów wygrywa ;) Jestem z nas dumna! Tak! Dwoje ludzi bez kondycji, ja męcząca się szybko i marudząca… zdobyliśmy Nosal… miałam ochotę na więcej… ;> Zawędrowaliśmy na Olczysko przez Nosalową przełęcz. Zahaczyliśmy też o Jaszczurówkę.


Zdobywając Nosal...

Następnego dnia niestety lało + były burze. Woleliśmy nie rzucać się na szlak, zamiast tego odwiedziliśmy Muzeum Tatrzańskie (główny gmach) w Zakopanem. Pochodziliśmy po Krupówkach z zamiarem zjedzenia czegoś regionalnego. Wszędzie było peeeełno ludzi, w końcu znaleźliśmy coś wolnego, ale niestety w menu jedynym ‘regionalnym’ daniem była pizza z bundzem, bryndzą, oscypkiem, mozarellą, rukolą i bazylią. Ciekawość zwyciężyła, niestety tu nie byliśmy zadowoleni i mój M. musiał potem coś dojeść… 


Rusałka?

Obiecaliśmy sobie, że jeśli trzeciego dnia będzie brzydko, pójdziemy do schroniska na Hali Ornak w Dolinie Kościeliskiej. Jeśli będzie w miarę – na Halę Gąsienicową. O poranku przywitało nas słońce i lekko zachmurzone niebo, więc szybko wyruszyliśmy na Halę. 


Przełęcz między Kopami już tuż, tuż... W tle Nosal

To było straszne xD Wymęczyliśmy się, podczas naszej wędrówki zaczęło padać i w ogóle wszystkie kataklizmy świata. Dodatkowo w pewnym momencie na szlaku zaczęłam panikować ^^; A Hala ogólnie nieco mnie rozczarowała. „Może to ten deszcz, może przez tą mgłę, może to mój nastrój”*, no ale trudno – Michr zarządził spacer nad Czarny Staw Gąsienicowy. Byłam tak zmęczona, że się zgodziłam (kobieco-kocia logika), głównie po to, żeby potem nie słuchać, jak to byliśmy rzut beretem, a nie widzieliśmy. Droga była męcząca, dość – moim zdaniem – niebezpieczna, ale dotarliśmy. I wiecie co? Nikt nie może zabrać nam tych widoków i wspomnień :) 


Czarny Staw Gąsienicowy

Wymęczeni wróciliśmy do Mariana, a mój Ukochany, dumny ze mnie, że się nie załamałam w połowie, postanowił zabrać mnie na randkę. Nie byle jaką, bo… naszą pierwszą w życiu, prawdziwą randkę! Prawie dwa lata razem, a nigdy nie byliśmy na ‘takiej prawdziwej’ randce i w sumie to wyszło na wierzch całkiem niedawno ;) Mimo zmęczenia, chwil zwątpienia i morderczych spojrzeń, jesteśmy bardzo zadowoleni z tej wyprawy. Nieważne, że ledwo czołgaliśmy się po schodach, że stopy nas paliły, że trzęśliśmy się z zimna. To była tylko chwila niedogodności, o których szybko się zapomni. A wspomnienia zostaną.

Po naszym powrocie wszyscy jednogłośnie uznali, że mi się przytyło. Nie wiem jak, nie wiem kiedy… 

Wyjazd był naprawdę udany i żałujemy, że musieliśmy wracać tak szybko. Jednak jest szansa, że zawitamy tam znowu w sierpniu – już sobie obiecaliśmy, że lepiej się spakujemy (bo nie zabraliśmy połowy ważnych rzeczy) i planujemy nowe trasy i atrakcje. 

Na koniec niemiła wiadomość – mój aparat odszedł do krainy idealnych ujęć. Po prostu :( M. obiecał, że zaniesie go znajomemu, który się na tym zna. A przez ten czas jedynym aparatem, jakim dysponuję, jest ten w telefonie… Mam nadzieję, że sprawa szybko się rozwiąże i będę mogła cieszyć Wasze i swoje oczy pięknymi, wyraźnymi i dobrej jakości zdjęciami. 

A jak tam Wasze wakacje? :>

_________
*Myslovitz - Kraków

10 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ciągle zatrzymywaliśmy się, żeby popatrzeć na widoki, a potem zastanawialiśmy się, czemu mamy takie słabe tempo... ;D

      Usuń
  2. ale fajnie wszystko opisałaś:) Zakopane jest cudowne i bardzo mi się tam podobało, mam nadzieję jeszcze tam pojechać nie raz. A takie przygody z dotarciem do celu są straszne, ale potem jest się z czego śmiać i co wspominać:) A zdjęcia śliczne:) Jeśli chodzi o aparat to życzę mu zdrowia:PP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bierz Narzeczonego pod pachę i fruńcie :) Z Kielc Polskim Busem :) Nerwów sporo było, gdy mieliśmy problemy ze znalezieniem szlaku, głównie mój Misiek był strasznie niecierpliwy, przez co i ja się wkurzałam. Dziękuję :) Rozglądam się za nowym sprzętem, z naprawą tego będzie ciężko :(

      Usuń
  3. kocham góry - zwłaszcza Beskidy! Przepiękne widoki i rewelacyjne streszczenie wyprawy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Beskidach nie byłam, ale wszystko przede mną! :))

      Usuń
  4. Ja też niedawno wróciłam z wakacji ;) Twoja wyprawa wygląda fantastycznie, chociaż szczerze mówiąc wolę morze ;D
    Pozdrawiam!
    myownstylenika.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odkąd pojechałam w góry pierwszy raz (w zeszłym roku) jakoś nie spieszy mi się nad morze :D

      Usuń
  5. kocham góry a w górach najbardziej małe owieczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mieliśmy te cztery śliczniochy w ogrodzie - budziły nas co rano :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz! Sprawiacie mi wielką radość i wierzę, że to co robię, nie jest bezsensowne.

Proszę jednak o niepozostawianie spamu. Uwierzcie, że na pewno do Was trafię, jeśli tylko nie będziecie mnie do tego zmuszać :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...