niedziela, 1 września 2013

Kulturalnie, czyli coś do poczytania, coś do obejrzenia (1)



Niektóre z Was pewnie wiedzą, że uwielbiam czytać. Nadal twierdzę, że czytnik ebooków to najlepszy zakup pod słońcem ;) Zdecydowanie poprawiła się moja szybkość czytania, ale też „jakość” (zapamiętuję zdecydowanie więcej szczegółów), a także nie skupiam się na gabarytach książki, bo zwyczajnie mam ją upchniętą w poręcznym czytniczku ;)
Niestety, zauważyłam u siebie pewną niezbyt pozytywną przypadłość. Mianowicie: ciężko mi znaleźć książkę, która od początku do końca mnie zachwyci. Po przeczytaniu często stwierdzam, że jest całkiem dobra, ale… I zawsze coś wynajduję.
W lipcu przeczytałam łącznie 9 pozycji, w sierpniu niestety tylko 4. 
Wszystkie zdjęcia okładek pochodzą ze strony LubimyCzytać.


                                                                     
Wzięłam ją z biblioteki bez przekonania. Byłam pewna, że kiedyś zaczęłam czytać tę powieść, ale jednak okazało się, że jestem w błędzie i zwyczajnie pomyliły mi się okładki ;) Książkę zaliczam do tych „połkniętych i przeczytanych jednym tchem”. Moim zdaniem, trochę to taka „fantastyka kobieca”, ale to już mniej ważne. Ważne jest to, co między okładkami, czyli treść ;) Muszę powiedzieć, że autorka miała ciekawy pomysł i wspaniale przelała go na papier. Całość okrasiła duuużą dawką humoru i sarkazmu – w niektórych momentach śmiałam się jak głupia. Spodziewałam się uzależnionej od Internetu i komputera szalonej wiedźmy, ale… Czekało mnie miłe zaskoczenie :) Polecam. 



I tu kolejny raz wychodzi na wierzch słynne powiedzenie „nie oceniaj książki po okładce”. Ja oceniłam. I się zawiodłam. Bo na okładce czerwonowłosa niewiasta. Bo opis mnie zaciekawił. Świat bez mężczyzn? No, no, ciekawe, jak poradziła sobie autorka! Moim zdaniem, kiepsko. W powieści spodobał mi się pomysł. Koniec. Niestety, książka ta jest dość dobrym przykładem, jak nie powinno się pisać. Po pierwsze – główna bohaterka oczywiście najwspanialsza pod słońcem, wielka altruistka (doprawdy?) bez wad. Po drugie – wszystko jest ugłaskane, bohaterom wszystko się udaje. Potrzeba cudu? O, jest! Potrzeba kolejnego? Nie ma problemu. Autorka chyba żałowała swoich bohaterów. Po trzecie – redaktor chyba przysnął, a autorkę poniosła fantazja w niektórych momentach. Przez to wszystko powieść wydaje mi się jałowa, niedopracowana i kojarzy mi się z hasłem „moja pierwsza powieść, którą napisałam mając 12 lat”.



Na tę powieść nakręcił mnie mój Michr. Przeczytał gdzieś wstęp po angielsku i bardzo chciał dokończyć resztę. Jako dobra prawie żona znalazłam książkę, jednak zapał mojego Ukochanego opadł (bo mu kupiłam Risena 2 :D). Sama zabrałam się za czytanie. Spodziewałam się czegoś naprawdę wciskającego w fotel, jak to zapowiadał Michr. W końcu anioły kojarzą się z dobrocią, prawda? A tu… jest zupełnie inaczej. To prawda – całość jest nietypowa. Autorka miała świetny pomysł, niespotykany. Z realizacją odrobinę gorzej – podobnie jak w „Eve”, wszystko idzie trochę za łatwo, a przecież bohaterowie żyją w świecie postapokaliptycznym i powinni drżeć o swoje życie, które w każdym momencie może przerwać anioł nie-stróż. Brakuje mi trochę aury tajemniczości, którą owiane było wszystko na początku. Potem gdzieś zniknęła. Główna bohaterka bardzo przypomina mi Katniss z „Igrzysk śmierci”, jest dziewczyną o silnym charakterze, która musi zastąpić młodszej, niepełnosprawnej siostrze ojca i poniekąd matkę… Trochę ciężko mi ocenić tę powieść, bo wiem, że ma ukazać się kontynuacja. Jestem bardzo ciekawa. „Angelfall” należy właśnie do tych książek, które z jednej strony mi się bardzo podobały ALE znalazłam w nich coś, co jednak trochę mi przeszkadzało ;) Niemniej jednak – polecam. Nietypowe spojrzenie na wszechobecną tematykę post-apo ;)



Cóż, nie myślałam, że skuszę się na tę powieść. Bałam się powtórki z rozrywki, wprawdzie odrzuciłam myśli o brokatowych kosmitach, ale jednak. Zupełnie niepotrzebnie :) Chociaż oczywiście wątek miłosny jest,  to jednak jest właśnie w tle. Ludzkość została zdominowana przez obcych, przez obcych z natury dobrych i nieznających zła oraz okrucieństwa. Ale jednak – przez pasożytów. Główna bohaterka stoi przed sporym dylematem i ma mnóstwo wątpliwości. Nie wie, co robić, aby wszyscy byli szczęśliwi. Autorka spisała się na medal, stworzyła powieść zdecydowanie spójną, z ciekawą fabułą. Choć zakończenie było nieco przewidywalne, całość bardzo mi się spodobała i zdecydowanie polecam.

To tyle, jeśli chodzi o książki. Pomyślałam sobie, że jeśli w nadchodzących miesiącach pozycji przeczytanych będzie więcej niż teraz, wybiorę 4 i je tu przedstawię. 

Filmy… Nie jestem kinomaniaczką. Powiem szczerze (choć już chyba mówiłam? W Tagu „50 faktów o mnie”), że nie lubię oglądać filmów sama. Póki nie mieszkam z Michrem, nadrabiam braki, gdy się widzimy. Najczęściej zasypiam w trakcie, ale są filmy, które w tym miesiącu obejrzałam do końca. Jesteście ciekawe? ;)
Wszystkie zdjęcia plakatów pochodzą z serwisu Filmweb.


Któż z nas nie słyszał o tym obrazie? Szumne zapowiedzi, po premierze wysyp nastolatek-wiernych fanek Magika… Nie wiem, jak u Was, ale po zalogowaniu na fb miałam wrażenie, że wlazłam na jakąś play listę z kawałkami PFK i Kalibra ;) Wraz z Michrem bardzo chcieliśmy obejrzeć ten film – nasze późne dzieciństwo w końcu było okraszone twórczością Magika. Kiedy w pruszkowskim kinie letnim zapowiedziano właśnie „Jesteś Bogiem”, wiedzieliśmy, że się wybierzemy :) Pierwsze co mnie uderzyło: dźwięk. Niestety nie chodzi o twórczość chłopaków, a koszmarnie dopasowana głośność. Mam wrażenie, że to jest cecha charakterystyczna polskich filmów – dialogi są ledwie słyszalne, a sama muzyka zbyt głośna i zagłuszająca. Poza tym, jeśli ktokolwiek myśli, że historia opowiedziana w tej produkcji jest całkowicie autentyczna, to się grubo myli. No cóż, nie przeczytałam dokładnie opisów i byłam gotowa na stuprocentowe odwzorowanie rzeczywistości :D  Ale to nie jest najważniejsze. Sama gra aktorska na dość wysokim poziomie, co mnie pozytywnie zaskoczyło. Jednak zwyczajnie czuliśmy niedosyt. Brakowało nam rozwinięcia historii – niby to film "o" PFK, ale skupiał się na Magiku, o którym tak naprawdę dużo nie zostało „opowiedziane”.


Film obejrzany trochę z przymusu… Michr się na niego uparł, a prawdę mówiąc wtedy nie mogliśmy zdecydować się na nic innego. Nie żałuję. Nie jestem fanką tego typu obrazów, jednak film jest godny polecenia. Opowiada historię Richarda Kuklisnkiego, amerykańskiego mordercy polskiego pochodzenia, który prowadził podwójne życie – kochający ojciec i mąż, a „po godzinach” gangster. Całość – aktorzy, dialogi, sceny dobrane tak, że można naprawdę się wczuć… Drżeć o życie innych, odskakiwać po usłyszeniu strzału. Po filmie Michr włączył mi wywiad z Richardem Kuklinskim… Tak, ten mężczyzna naprawdę istniał i zabijał. Może natknęliście się kiedyś na niego w zestawieniu typu „10 najbardziej bezwzględnych morderców” na joemnoster czy gdzieś tam. Byłam w szoku, gdy widziałam jego beznamiętny, znudzony wręcz wyraz twarzy, gdy opowiadał o morderstwach, o znęcaniu się nad zwierzętami… Cierpiał na poważne zaburzenia osobowości i zaburzenia odczuwania. Jeśli ktoś lubi oglądać thriller, dramat, kryminał i film biograficzny w jednym – polecam.


Na początku pomyślałam, że nie ma co nastawiać się na nie wiadomo jaki thriller. To raczej dramat. Od początku wiedziałam, jak się skończy. Ale… Ale… w środku filmu dowiadujemy się rzeczy, które rzucają zupełnie inne światło na sprawę. Podobał mi się ten zabieg – jakby dwa zakończenia, oczywiście różnych spraw.  Szkoda tylko, że to „główne” zakończenie wiadome było od samego początku… Prawdę mówiąc razem z Michrem tylko czekaliśmy, aż potwierdzą się nasze domysły. Trochę „Szóstego zmysłu”, trochę „Fight Clubu”. Mimo wszystko – ciekawe rozwiązanie na wieczór, kiedy nie ma się ochoty na porażający horror.






Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale nie cierpię filmów w stylu „grupa nastolatków/znajomych/nieznajomych zostaje zamknięta gdzieś tam i okazuje się, że wśród nich jest morderca”. Dlatego niechętnie podchodziłam do „Łowców umysłów”. No bo co? Tylko zgadnąć, który jest tym złym, a to też wcale trudne nie było ;) Gra aktorska niezbyt wysokich lotów, ale cały pomysł i fabuła jak najbardziej na plus. Tu jest pies pogrzebany – film mógłby być naprawdę świetny, gdyby nie wykonanie.









Mam nadzieję, że jako-tako sobie poradziłam z tym postem :) 
Znacie powyżej przedstawione pozycje? A może polecicie mi coś?;>

24 komentarze:

  1. Też mi się spodobała okładka Eve, szkoda, że książka już mniej ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby ktoś nad nią przysiadł i dopracował, mogłoby być naprawdę dobrze...

      Usuń
  2. zgadzam się co do intruza, Stephani dała rade!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że następne jej powieści (o ile ma zamiar jeszcze pisać i wydawać, bo się nie orientuję), będą trzymać poziom "Intruza"!

      Usuń
  3. Mamy zupełnie inny gust książkowo filmowy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To świetnie :) Jakby wszyscy lubili to samo, to świat byłby nudny ;)
      Ale prawdę mówiąc, mimo obecności na mojej liście książek w klimacie postapokaliptycznym, nie przepadam raczej za tym motywem :)

      Usuń
  4. 'jesteś bogiem' .. bardzo przejmujący film . Nie tylko dla fanów rapu i paktofoniki . Oglądałam wiele razy .. zawsze płaczę na napisach końcowych .. 'dla magika' 'wyskoczyłem na chwilę, zaraz wrócę' .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, film bardzo przejmujący... Żałuję tylko, że było "za mało Magika w Magiku", bo moim zdaniem zrobili z niego samolubnego typka wiecznie bez pieniędzy, zdradzającego żonę, uzależnionego od zioła. A o jego obawach, o ciężkiej chorobie i jego stanach nic nie ma.
      Kaliber ma nagrywać coś nowego. Jestem ciekawa, jak im pójdzie, czy zostaną przy psychorapie, czy zdecydują się na bardziej komercyjne rozwiązanie...

      Usuń
  5. Łowcy umyslow sredniaczek, ale mozna obejrzec:) Dom snow mnie zaintrygowal, straszny jest? nie znoszę horrorów:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, właśnie nie :) Moim zdaniem to raczej dramat lub delikatny thriller. Po opisach i plakacie spodziewałam się czegoś mocniejszego, ale nie przypominam sobie żadnego momentu, w którym bym się naprawdę bała, a jestem strachliwa i też niezbyt lubię horrory :D

      Usuń
    2. super kochana, dzięki:)

      Usuń
  6. Książkę "Intruz" przeczytałam bodajże na 1 albo 2 roku studiów ( jej, to ponad 2 - 3 lata temu :O ). Nawet mi się spodobała, ale i tak wolę mroczne pisadła Kinga i Mastertona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam głównie wieczorami, a że jestem strachliwa wtedy jeszcze bardziej, to boję się sięgnąć po coś Kinga, żeby nie zejść na zawał :D

      Usuń
  7. Nie znam tych dzieł, ale pochwalę się, że ostatnio postanowiłam nadrobić zaległości w kinematografii... niestety z marnym skutkiem. Co jeden film (z polecanych na filmwebie) to gorszy :D. O dziwo nienajgorszy, choć nie zachwycający, okazał się nowo zrobiony Hans Kloss.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My w ogóle nie patrzymy na to, co jest polecane, bo już wieeele razy się rozczarowaliśmy - obrazy wielokrotnie nagrodzone były dla nas jednymi wielkimi szmirami. Zwykle wybieramy na chybił-trafił, ewentualnie ja "wybieram", głupio komentując opis, np. ostatnio czytaliśmy o filmie, gdzie typek morduje parę, a w ich samochodzie znajduje zakneblowaną kobietę - jak powiedziałam "taka trochę matrioszka", to już wiedzieliśmy, że odpalamy :D i tak przy tym zasnęłam, ale mój Mężczyzna był zadowolony z wyboru.

      Usuń
  8. oj ale zaległości mi się narobiło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, ja mam takie braki, że aż wstyd o tym mówić! :)

      Usuń
  9. dom snów z chęcią obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, choć nie porywa jakoś szczególnie :)

      Usuń
  10. Nie znam niczego z powyższej listy, aaaaa! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dokładnie to samo pomyślałam, przeglądając Twoje podsumowanie! :D

      Usuń
  11. "Intruza" czytałam z 4 lata temu, ale pamiętam, że bardzo mi się spodobał:) zresztą filmowa adaptacja też jest niezła, lubię aktorkę grającą główną bohaterkę;)
    ps. jeśli masz ochotę, to zapraszam na rozdanie;)
    http://bluszcz89.blogspot.com/2013/08/powitalno-urodzinowe-rozdanie.html

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! Sprawiacie mi wielką radość i wierzę, że to co robię, nie jest bezsensowne.

Proszę jednak o niepozostawianie spamu. Uwierzcie, że na pewno do Was trafię, jeśli tylko nie będziecie mnie do tego zmuszać :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...