niedziela, 27 października 2013

Balea, mleczko do włosów mango i aloes

Bardzo, bardzo lubię odżywki bez spłukiwania. Zabezpieczają włosy, troszkę je dociążają i ujarzmiają. Ostatnio jednak bardzo się zawiodłam – Joanna Naturia, tak bardzo chwalona przez inne blogerki, u mnie zupełnie się nie sprawdziła. Dlatego też na początku kwietnia poprosiłam przyjaciela o zakup mleczka do włosów mango i aloes Balea. W zasadzie nie myślałam, że to odżywka bez spłukiwania, skusiło mnie wygodne opakowanie, które mogę potem użyć do innych kosmetyków :D no i ewentualny zapach ;)



Ochrona przed wysuszeniem oraz łatwiejsze rozczesywanie. Mleczko Balea Mango + Aloe Vera odżywia włosy i wygładza ich strukturę od zewnątrz. Suche, zniszczone włosy zyskują więcej blasku i stają się zdrowsze. Produkt wegański.


AQUA · GLYCERIN · CETEARYL ALCOHOL · ISOPROPYL PALMITATE · BEHENTRIMONIUM CHLORIDE · CYCLOPENTASILOXANE · DIMETHICONOL · PARFUM · SODIUM BENZOATE · CITRIC ACID · POTASSIUM SORBATE · ISOPROPYL ALCOHOL · ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE POWDER · MANGIFERA INDICA FRUIT EXTRACT · LINALOOL · CITRONELLOL.


Opakowanie to strzał w dziesiątkę. Pompka jest świetnym rozwiązaniem, nabiera odpowiednią ilość produktu – jedna pompka u mnie wystarcza na reanimację fal, zwykle po umyciu stosuję trzy. Niby dużo, ale koniecznie muszę to powiedzieć – mleczko jest mega wydajne. Od maja (bo nie zaczęłam używać od razu po otrzymaniu;)) ubyło może 1/3.


Konsystencja rzeczywiście leciutka, mleczkowa, stosunkowo rzadka, ale nie spływa z dłoni i włosów. Mam wrażenie, że moje kudełki ją piją, gdy po ostatnim płukaniu nakładam ją na włosy. Zapach… <3 boski. Więcej w tym mango, ale przebijają się takie mleczne tony. Jak nienawidzę zapachu(?) mleka, to tu nawet mi to nie przeszkadza, a całościowo zapach jest po prostu cudowny. Czasem na drugi dzień po umyciu włosów czuć go wyraźnie.


Włosy po tym mleczku są miękkie, gładkie i ujarzmione. Puch po prawej stronie nadal czasem jest widoczny, ale znalazłam sposób, by sobie z nim poradzić. Ułatwia rozczesywanie (rozczesuję grzebieniem pod prysznicem), włosy się nie plączą, nie zbijają w strąki. Użyłam jej też w sytuacji awaryjnej, kiedy skończyła mi się odżywka d/s – też sobie całkiem nieźle poradziła.
Szkoda, że jest dostępna jedynie w DM, no i przez Internet. Nie mam pojęcia, ile dokładnie kosztowała, ale podejrzewam, że niecałe 2€, co jest śmieszną wręcz ceną za 200ml kosmetyku i to w dodatku dla mnie idealnego ;)


 
Podsumowując: no moje drogie, hit :D dla mnie kosmetyk idealny: ujarzmia, wygładza, ułatwia rozczesywanie, nie obciąża i pachnie <3 Jednak wrażliwcom radzę uważać - niektóre składniki mogą podrażnić!


Lubicie odżywki bez spłukiwania? Macie swoje hity? 

niedziela, 20 października 2013

Czasem drobne marzenia się spełniają – okulary Firmoo

Nie jestem pewna, czy istnieje ktoś, kto nie słyszał o Firmoo. To największy i najbardziej popularny sklep internetowy, w którym można zakupić okulary – od zerówek, przez okulary do czytania, korekcyjne, do przeciwsłonecznych. Wybór jest naprawdę ogromny!
Natknęłam się na recenzje tych okularów już dość dawno temu. Na pewno nie miałam wtedy jeszcze bloga. Ale od razu spodobały mi się te okulary, szczególnie, że dziewczyny wypowiadały się o nich w samych superlatywach.
Możecie się więc domyślić, jak bardzo ucieszyłam się,  gdy  napisała do mnie Tina z Firmoo, z propozycją współpracy. Raz, że to moja pierwsza współpraca, dwa – okulary Firmoo przewijają się co jakiś czas na blogach i za każdym razem oczy mi się świeciły :D Poza tym moje stare okulary przestały mi się podobać i chciałam wybrać się po nowe oprawki: „wyglądam w nich jak kwadrat”- powiedziałam Michałowi, a on potwierdził. Arara! Ale to prawda. Z moją kwadratową twarzą ciężko mi było dobrać jakiekolwiek oprawki, w których wyglądałabym powiedzmy jako-tako. Moja twarz nie lubi okularów, a ja niestety za nimi wprost przepadam. No i mam lekką wadę wzroku, ale o tym później. 
Muszę powiedzieć, że obawiałam się wyboru oprawek -> patrz wyżej, to o twarzy. Firmoo jednak daje możliwość wrzucenia zdjęcia twarzy i doboru oprawek – to Virtual Try-On System. Podeszłam do tego sceptycznie, ale ostatecznie skorzystałam i na tej podstawie wybrałam oprawki F031. Wiecie, że 98% osób idealnie dobiera sobie oprawki za pomocą tego systemu? :) 




Okulary F031. To czarne, klasyczne oprawki, dość uniwersalne. Nie są jeszcze zbyt nerdowskie, ani zbyt kwadratowe. Czuję się w nich bardzo dobrze. Są solidnie wykonane, pokuszę się o stwierdzenie, że nawet lepiej niż moje poprzednie okulary, które szybko się rozjechały… Nie skrzypią przy odginaniu zauszników, noski (?) nie uciskają nosa oraz nie pozostawiają nieestetycznych śladów. Szkła pokryte są powłoką antyrefleksyjną. Moje okulary to zerówki -> pewnie jesteście zdziwione, szczególnie, że napisałam, że mam lekką wadę wzroku. Żeby zamówić okulary korekcyjne potrzebna jest oczywiście recepta, której nie miałam (a przynajmniej tak myślałam). Dziś, dopiero dziś, moja mama mnie oświeciła, że przecież oddają recepty i moja tez gdzieś leży schowana  >.> No trudno :) Myślę, że będzie jeszcze okazja, bo… w sklepie Firmoo pierwszą parę można mieć za darmo! Płaci się jedynie za przesyłkę, co moim zdaniem jest świetną opcją – okulary wychodzą duuużo tańsze niż u optyka. TU znajdziecie więcej informacji.



Paczka szła do mnie około tygodnia. Oprócz okularów znalazłam w niej twarde, porządne etui, saszetkę na okulary, ściereczkę do czyszczenia (coś dla mnie, wiecznie je gubię, i niestety często potrzebuję :D) oraz mały śrubokręcik - praktyczny breloczek. 




 A to już okulary na moim nosie:






Jestem naprawdę zadowolona! Mało tego - moja mama, zwykle podchodząca do takich rzeczy z dużą dozą ostrożności, poprosiła mnie o zamówienie okularów dla niej. 

Zachęcam Was też do dołączenia do programu Firmoo Business Cooperation - to szansa na wypróbowanie okularów z oferty Firmoo.  
Dziękuję Firmoo.com za możliwość wypróbowania okularów! Fakt ten nie wpłynął w żaden sposób na moją ocenę.

Trochę offtopu:
Wracam do blogowego świata: mieszkanie wymuskane i dopieszczone! Może nie wygląda zbyt nowocześnie, bo zostawiliśmy stare meble (oprócz łóżka z Ikei), ale jesteśmy zachwyceni! Na wannie już stoi milion moich kosmetyków i musiałam opisać Michrowi co jest do czego, bieeedny…
No biedny, biedny, ledwo się wprowadziliśmy, a on został sam :( aktualnie leżę w domu z nogą w szynie Kramera.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...