czwartek, 28 listopada 2013

Galaktyczna kicia, czyli tydzień czwarty w Paznokciowym Klubie!

... tak, to są galaktyczne paznokcie. Ciężko było mi sfotografować rzeczywisty efekt, ale w sumie jestem zadowolona :) To mój pierwszy raz i raczej nie ostatni - spodobał mi się efekt!


Użyłam:

 

 



-baza & top coat Miss Sporty
-GR with protein czarny
-Wibo eg, numerek starty
-GR with protein nr 349
-Essence, disco disco
-GR classics charming, nr 17
-Miss Sporty nr 500
-Wibo last&shine nr 3

Tak się opierałam, a jednak zajrzałam do Rossmanna! 



Pierwszego dnia kupiłam tylko róż Bourjois 16 rose coup de foudre - czyli spełniłam swoje marzenie :) Marilyn ostrzegała, że te róże mogą być twardawe, więc najpierw wymacałam testery. I fakt, niektóre z tych róży były dużo twardsze niż mój. Takie zbite, suche. Rose coup de foudre jest idealny. Jestem nim zachwycona! Dorzuciłam też lakier Miss Sporty nr 400, śliczną, głęboką wiśnię.


W poniedziałek wybrałam się do Rossmanna w zupełnie innym celu - musiałam kupić środki czystości. No ale oczywiście przeszłam koło szaf z kolorówką i tym razem capnęłam lakier, którego jest pełno w blogosferze, Wibo nr 169 oraz Miss Sporty nr 500, który w rzeczywistości jest troszkę mniej fioletowy, niż na zdjęciu.


Potrzebowałam (przypomniało mi się to już w Rossmannie, a jakże) jakiejś bazy, dałam szansę bazie Miss Sporty. Jestem w trakcie testowania. ;) Wzięłam tez błyszczyk Wibo z kwasem hialuronowym, nr 4. Bardzo przyjemny, neutralny kolor :) 
Dziś wpadłam kupić top matujący dla Frambi i... nie zgadniecie...! tak, do koszyka wpadł mi jeszcze lakier Wibo, matowy z białymi drobinkami oraz Lovely, nude nr 6. Pogoda uniemożliwiła mi niestety zrobienie zdjęć :( 

Lecę do Was, póki mogę, następny tydzień znów będzie ciężkawy, ale jestem dobrej myśli! :*

niedziela, 24 listopada 2013

Kropeczki, tydzień 3 w Paznokciowym Klubie!

Szybko, szybko, bo Frambi chce podsumować! Notka miała się pojawić jeszcze później, ale znalazłam chwilę między obiadem a rysowaniem profilu topograficznego, więc zamieszczam. 

Tydzień trzeci to kropki. Ucieszyłam się, gdy zobaczyłam, jaki wzór wygrał - uważam, że kropki to podstawa wielu ciekawych wzorków. Co więcej, nie trzeba do nich sond czy innych jakichś specjalnych 'urządzeń', można zrobić je za pomocą zużytego długopisu, wykałaczki, zapałki, itd. 

To moje kropeczki, kojarzą mi się z czekoladą miętową. :3



Udział wzięli:

-Wibo express growth nr chyba 396
-Essie turquoise&caicos
-GR Paris nr 110

Przepraszam za stan moich paznokci i skórek. Nawet nie mam kiedy usiąść i się nimi zająć...

Mały offtop 1:
Kochane, apeluję do Was: jeżeli macie ku temu powody - badajcie się. Jeśli źle się czujecie, lecą Wam włosy z głowy, nie możecie wstać rano i macie bardzo obniżony nastrój. To wcale nie musi być "jesienna depresja" :(

Mały offtop 2:
Wyobraźcie sobie, że macie do zagospodarowania plac przed kościołem. Na tym placu stoi pomnik. Możecie go dowolnie przesuwać. Co by się przydało przed takim kościołem? Miejsca odpoczynku dla turystów? Ujęcie wody pitnej? "Interaktywna wystawa" poświęcona Warszawie? Nie chodzi o fontannę i kwiatki, tylko właśnie takie użyteczne rzeczy, żeby coś tam podziałać więcej... Jak myślicie?

sobota, 16 listopada 2013

Kocie łapki, czyli tydzień 2 w Paznokciowym Klubie

Hej ! :)
Dziś przychodzę z kocim wzorkiem na paznokciach. W tym tygodniu Klubowiczki dostały kocie zadanie - prawie dosłownie i w przenośni ;) Miałam możliwość wyboru wzorku na drugi tydzień i wybrałam właśnie kocie łapki. Głównie dlatego, że wzór nie jest trudny i nie trzeba specjalistycznych narzędzi - kropki można zrobić zużytym długopisem, wykałaczką, patyczkiem do skórek, zapałką, szpilką z kulistym łebkiem. W końcu się uczymy, prawda? :) Już jestem ciekawa, jaki wzór będzie następny.

Na wstępie chciałabym przeprosić za jakość zdjęć - robione niestety telefonem, bo wybrałam się wczoraj do rodzinnego miasta (na najlepsze korepetycje ze statystyki na świecie!) i nie brałam aparatu. Kolorów też za dużo do wyboru nie miałam, rozglądałam się dziś za jakimiś, ale... bez szału. Moje paznokcie też nie są w najlepszym stanie. Planuję rozpoczęcie olejowania ich oraz wspomaganie się wewnętrznie CP. CP niestety będę mogła włączyć dopiero po wybraniu antybiotyku.

Do rzeczy:

Postawiłam na fioletowe "cieniaski" (jak to określiła moja mama...) + ciemnym fioletem dorobiłam łapeczki, korzystając z patyczka do skórek.

Żałuję, że nie miałam w domu żadnego top-coatu, dlatego też cieniowanie nie jest zbyt jednolite(?).

Same kocie łapki wydają mi się delikatnym i łatwym wzorkiem. :)

Udział wzięli:
-Miyo MiniDrops no 120 Lil Girl
-Virtual Fashion Mania ciemny fiolet (z biedro)

OffTop:
Pisałam już o tym na fb, ale wiem, że nie wszystkie tam zaglądacie.
Wczoraj po egzaminie, który niestety nie poszedł mi najlepiej (bo nie umiem lać wody!) szłam na rosyjski, niezbyt szczęśliwa. Po przekroczeniu bramy uniwersytetu wyrósł przede mną chłopak z tabliczką "Free Hugs", z uśmiechem rozłożył ramiona. Przytuliłam się na ułamek sekundy. To było jak natychmiastowa terapia :)


Kupiłam sobie buty! Juhuuuuuu! Jedna rzecz z niekosmetycznej wishlisty (którą zapewne niedługo Wam pokażę, o ile chcecie) wykreślona :)

A dziś odpocznę przy robieniu sushi. Zapomniałam, że studia wymagają sporo uwagi. Jestem permanentnie zmęczona, dług senny roooośnie... Może jutro się wyśpię. A teraz znikam na Waszych blogach :) Wiem, że czeka na mnie mnóóóstwo ciekawych postów - wczoraj po korkach podglądnęłam, ale nie dałam rady już wysiedzieć ;)

środa, 13 listopada 2013

Wishlist, czyli coś ty Kotku chciał? (1)

Witajcie! Chwila przerwy w nauce prawoznawstwa zaowocowała małą wishlistą - właściwie to ostatnio zarówno moja mama, jak i M. poprosili mnie o kilka wskazówek, na co zwracać uwagę, jeśli chodzi o moje zachcianki i produkty pierwszej potrzeby (wszystko takie potrzebne!) ;)

źródła: 1, 2, 3, 4, 5

1. Olej arganowy. Mam na niego ochotę już od bardzo, bardzo dawna, jednak zawsze było coś ważniejszego do kupienia. Chciałabym wypróbować jego działanie na skórze i włosach. Prawdopodobnie niedługo go zamówię :)

2. Planeta Organica, balsam cedrowy. Z tej firmy/serii miałam do tej pory... żel pod prysznic z oliwą toskańską :D Ale jestem tak bardzo zadowolona, że chciałabym spróbować czegoś jeszcze. Padło na balsam cedrowy, aczkolwiek całkiem możliwe, że ostatecznie stanę się posiadaczką oliwnej wersji ;)

3. Indola Innova Glamour, sparkling ends. Czyli słynne serum na końcówki. Jakoś mało mnie obeszła jego obecność (głównie za sprawą ShinyBox) na niektórych blogach, ale po tym, jak niektóre dziewczyny zaczęły je wychwalać na forum blogerek kosmetycznych - bardzo chciałam je zdobyć. Prawie zamówiłam ShinyBoxa z tym serum, ale oczywiście pudełko zostało wysprzedane, zanim się obejrzałam :(

4. Love2mix, regenerująca maska avokado&mango z efektem laminowania. Blogerski hit ;) Nie ukrywam, że bardzo chciałabym ją wypróbować, ale z drugiej strony mój mały wewnętrzny skąpiec uważa, że cena jest odrobinę za wysoka.

5. Sylveco, lekki krem brzozowy. Bardzo trudno dobrać mi krem do twarzy - większość zapycha, zostawia niemiły film, sprawia, że się świecę. Jednej osobie udało mi się dobrać krem "na odległość" - As, nadal jestem pod wrażeniem :D Ale wszystko co dobre szybko się kończy, a ja mam ochotę w końcu sprawić sobie krem brzozowy Sylveco. Tyle dobrego się naczytałam, mam wrażenie, że ten krem krzyczy do mnie "JESTEM DLA CIEBIE STWORZONYYY" :D

I druga część, trochę bardziej "kolorówkowa" z pachnącym akcentem ;)

źródła: 6, 7, 8, 9
6. Essie, Fiji. Kolor, na który poluję już od dawna. Dziwnie wygląda na tej grafice, mam wrażenie, że tak naprawdę to dużo bardziej rozbielony róż, taki nieco nudziakowy. Kolor uniwersalny, niezobowiązujący... Podobno ma niezłe krycie i na tym mi głównie, poza kolorem, zależy. Nienawidzę nakładania miliona warstw! >.< 

7. Thierry Mugler, Alien. Słyszałam, że wiele kobiet uważa te perfumy za okropne :D Pamiętam, jak miałam okazję powąchać je na chusteczce zapachowej w jednej z brytyjskich gazet. Bardzo mi się spodobały. Uznałam je za niezwykle intrygującą, seksowną woń. Ja mam dość dziwny gust jeśli chodzi o zapachy. Czasem wydaje mi się, że nie przepadam za jakimiś zapachami, a potem kompletnie wariuję na ich punkcie :D Akurat kończą mi się moje Parisienne (o których marzyłam i miałam wielkiego farta - dostałam je przypadkiem od siostry, która dostała i nie miała co z nimi zrobić) i powoli myślę o czymś innym. Skoro tak zgrabnie udało się z Parisienne, to może uda się i z Alienem ;)

8. Bourjois, 16 rose coup de foudre. Możecie się śmiać, ale marzę o tych różach odkąd skończyłam jakieś 8 lat i po raz pierwszy zobaczyłam je w gazecie zachachmęconej siostrze :D to też jest coś, na co zawsze brakowało mi pieniędzy. Jak wiecie (a jak nie wiecie, to właśnie zmienia się ten fakt), w Rossmannie w ostatnim tygodniu listopada ma być kolejna promocja -40% na kolorówkę. Czuję, że tym razem nie odpuszczę i róż Bourjois będzie mój :>

9. Colour Alike, Densfiołek. Czyli szalony, wesoły lakier - ostatnio taaakie lubię :) 

To by było tyle, jeśli chodzi o listę kosmetyczną. Jest też kilka rzeczy spoza sfery kosmetycznej, które bym chciała/są mi potrzebne. Taką wishlistę pokażę innym razem :)

Jak tam Wasze wishlisty? Robicie je w ogóle? Znacie kosmetyki z mojej listy?

P.S. Dostałam ostatnio dwie nominacje do Liebster Blog Award, za co bardzo dziękuję :) Odpowiedzi na pytania możecie znaleźć w zakładce "o mnie"!

sobota, 9 listopada 2013

Kot poległ, czyli pierwszy tydzień wyzwania w Paznokciowym Klubie~!

Hej! 

Jak wspominałam w poprzednim poście, Frambi z bloga frambuesa-beauty.blogspot.com zaproponowała nam fajną zabawę polegającą na nauce malowania wzorków. Oczywiście od razu się zgłosiłam :)
I poległam...

Wydawało mi się, że zdobienie jest dość proste do wykonania. Męczyłam się 2,5h :D Poczekałam, aż chłop pojedzie do szkoły (by uniknąć sytuacji jak u Joko ahahaha) i wzięłam się do roboty. Zaznaczam, że powinnam się właśnie uczyć, bo za tydzień mam zaliczenie z prawoznawstwa, o którym dowiedziałam się wczoraj! 

Pierwsze podejście było ... no niezbyt. Drugie - koszmar. Trzecie... Jestem niecierpliwcem, rozwaliłam lakier zanim wysechł. Próbowałam z taśmą malarską, z cienkim pędzelkiem, z lakierami podkładowymi... Ostatecznie postawiłam na miętowy kolor z morskimi trójkątami:

wygląda jakbym nie miała kciuka Oo.
No cóż - poległam! Nie wygląda to zbyt estetycznie niestety. Myślałam, że będę tworzyć to zdobienie z kompletem tasiemek, które zamówiłam z buyincoins, jednak jeszcze nie doszły... 

Jednak wyzwanie jest wyzwaniem, skoro się zgłosiłam, to wrzucam moją pracę. Mogę mieć tylko nadzieję, że następna lepiej mi pójdzie. Tym bardziej, że miałam zaszczyt wybrać wzór! :D 

Udział wzięli:
Essie Turquoise&Caicos
Eveline miniMAX nr 843

Tak nawiasem mówiąc, lakier Eveline kupiłam na drugi dzień po pokazaniu nowości... Oczywiście w sklepiku na stacji Warszawa Śródmieście :) I nawet mam wytłumaczenie: "SKM mi uciekła, znowu kupię nowy lakier..." 

Nie przeciągając - Wam życzę udanego weekendu, a sama znikam w książkach. :*

wtorek, 5 listopada 2013

Nowości!

Hej! Wpadam do Was w przerwie między statystyką a rosyjskim... Niestety studia nie są bułeczką z masłem, ale... jest całkiem spoko ;) Ostatnio w moich zbiorach pojawiło się kilka nowości. Część kupiona pod wpływem chwili, część dłuuuugo wyczekiwana. Jesteście ciekawe? ;)


Zdecydowanie najwięcej przybyło mi lakierów do paznokci. Dobrze się składa, bo akurat na blogu u Frambuesy można zgłaszać się do Paznokciowego Klubu :) Ja oczywiście się zgłosiłam - kiedyś bardzo lubiłam malować wzorki, ostatnio niestety wyszłam z wprawy. Traktuję więc tę zabawę jako możliwość potrenowania oraz poznania innych blogerek, które zdecydowały się na udział. Frambi, jeszcze raz gratuluję świetnego pomysłu! ^^

Lakier Wibo WOW glamour sand nr 3 kupiłam po przeczytaniu notki, albo raczej obejrzeniu zdjęć u OBSESSION. Jej zdjęcia totalnie do mnie przemówiły i lakier, mimo ze już go widziałam na innych blogach (bez emocji) MUSIAŁ być mój. I jest :) jakieś 7,50 zł w Rossmannie. Notka o nim już jest naszykowana!


Z kolei Wibo WOW glamour sand nr 1 wypatrzyłam u Angel. Od razu wiedziałam, że będzie mój. Kupiłam niedawno zwykły lakier w podobnym kolorze, ale niestety zawiódł mnie na całej linii. Ten spełnia moje oczekiwania :) Również ~7,50zł w Rossmannie. 

Ten lakier kupiła mi mama. Wiedziała, że szukam dwóch kolorów na jesień: coś szaro-brązowego oraz coś bordowo-fioletowo-fuksjowego ? Sama nie wiem jak to określić :D Gdy zadzwoniła z informacją o zakupie, myślałam, że kupiony lakier to właśnie ten drugi odcień. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam ten kolor. Bo bardzo ciężko go określić, zdjęcia nie oddają jego uroku (tzn w buteleczce, na paznokciach mam wibo). To szaro-brązowa emalia, jednak bardziej szara, czasem wpada w lawendę. Dodatkowo napakowana jest czymś w rodzaju różowego shimmera. To wszystko na paznokciach wygląda naprawdę ślicznie! <3 Sama pewnie nawet nie zwróciłabym uwagi na ten odcień, ale gdy tylko wpadł mi w łapki, wiedziałam, że to będzie miłość jesieni! Kosztował 2,5zł na targu.

Golden Rose Paris nr 110 był od dawna na mojej liście. Byłam zaskoczona, gdy wygrzebałam go w pudle pełnym innych Parisów w drogerii Jasmin na Centralnym w Warszawie. To szaro-brązowy krem, jednak bardziej brązowy ;) Kosztował mnie 6,5zł.

A ten lakier jest bardzo ciężki do sfotografowania. Nawet na stronie GR wygląda niewinnie - jak zwykły, chabrowy lakier. A GR classics charming nr 17 to duochrom - niebieskość przechodząca w fiolet, róż. Piękny, choć dość trudny odcień. 3,5zł w Jasmin.

W końcu udało mi się zamówić Savon Noir. Do tego dorzuciłam rękawicę Kessa. Z czarnego mydła jestem bardzo zadowolona, tym bardziej, że zapłaciłam za nie 17,50zł za 200g. Skład maksymalnie krótki, bez dziwnych dodatków. Kessa jeszcze nie była używana, wciąż brakuje mi czasu na porządne, domowe SPA... Ale Savon Noir doskonale radzi sobie z myciem mojej twarzy ;) Dorwane na allegro.

I coś na moje biedne końcówki. Zamierzam niedługo podciąć je i zabezpieczać tym oto 'jedwabiem'. Inne sposoby średnio się sprawdzały, mam nadzieję, że ten lepiej się spisze. Zbiera pozytywne recenzje, zobaczymy :) 7,9 zł w sklepiku na stacji Warszawa Śródmieście. Myślałam, że grubo przepłaciłam, a na wizażu widnieje cena 8,5zł. Nawet jeśli - w Rossmannie wiecznie go nie było, a tak przynajmniej jest już u mnie!

Skoro już jesteśmy przy sklepiku kosmetycznym na stacji Warszawa Śródmieście... Ostatnio zauważyłam, że są tam też kosmetyki rosyjskie! Kremy, maseczki, szampony, toniki, glinki i inne :) oczywiście ceny wyższe niż w internecie, ale przynajmniej odchodzą koszty przesyłki ;) Myślę, że to jest całkiem dobra informacja dla tych warszawianek, które chciałyby spróbować rosyjskich specjałów (umiem już czytać literki na etykietkach! XD), a nie przepadają za zakupami przez internet lub przerażają je koszty wysyłki (czasem niemałe). Inne kosmetyki tam też mnie kuszą, ale na razie - ban! Xbox sam się nie kupi... :D

Jak tam Wasze nowości? ;>
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...