wtorek, 23 grudnia 2014

Candy Cane Nails

Już za moment Święta. Nie wiem, jak u Was, ale u mnie pogoda pod psem. Gdy wyjrzę przez okno, zauważam rzeki płynące ulicami. Cała szyba w milionie kropel, a te, które na niej nie osiadły, bębnią z całej siły w parapet.
Nie mogę przez to spać.
Po wysłaniu M. do pracy, zamiast powrotu do łóżka (bo i tak nie zasnę) wybrałam przeglądanie blogów. Paznokciowych. Kolejny raz byłam pod wrażeniem kreatywności blogerek z różnych zakątków świata i kolejny raz zadałam sobie pytanie: czemu ja tak nie potrafię?

Myśląc o zbliżających Świętach i tym czymś za oknem, postanowiłam stworzyć coś całkowicie na przekór. Coś wesołego, w świątecznych kolorach... Co z tego wyszło? Już teraz odpowiem, że poczułam się jak elf... :)


sobota, 20 grudnia 2014

Wyjątkowe, mikołajkowe spotkanie blogerskie

Dziś przybywam do Was z relacją ze wspaniałego spotkania zorganizowanego przez Olę, które odbyło się 7. grudnia w Warszawie. Spotkałyśmy się z dziewczynami w zdecydowanie niebanalnej restauracji – Piony i Poziomy. Samo spotkanie też było niezwykłe... Spotkałyśmy się, by wesprzeć finansowo fundację, która pod swymi skrzydłami trzyma dzieci z chorobami serca.
Wspaniale jest łączyć przyjemne z pożytecznym – zebrałyśmy 1430 zł na Fundację Corinfantis i dziecięce serduszka, i jesteśmy szczęśliwe, że możemy dołożyć tę cegiełkę. 


czwartek, 11 grudnia 2014

Drogi Mikołaju...

Dobry wieczór! Pora może niezbyt typowa dla mnie, sama myślałam, że będę już dawno spać. Tym bardziej, że wstałam rano i odbyłam długą podróż do domu ;) Sen jednak nie przychodzi, a ja postanowiłam podzielić się z Wami moimi świątecznymi życzeniami. Może Mikołaj zajrzy na bloga i stwierdzi, że jednak byłam grzeczna? ;)

sobota, 6 grudnia 2014

Blogowe Mikołajki! :)

Witam Was w ten mikołajkowy wieczór! Pewnie jako ostatnia pokażę, co Mikołaj mi przyniósł ;) A przyniósł same wspaniałości! Jak wiecie lub nie, brałam udział w Blogowych Mikołajkach u Frambuesy. To była wspaniała akcja, przyniosła mi dużo radości! Planowanie, wybieranie, kupowanie... naprawdę to uwielbiam ;) Miałam okazję obdarować Kasię z bloga Sekrety Naszego Piękna. Powiem szczerze, że przy czytaniu wiadomości, którą przekazała mi Frambi, pomyślałam, że to będzie bułka z masłem :D Nic bardziej mylnego! Podejrzewam, że blog Kasi zyskał naprawdę mnóstwo wyświetleń z mojej strony, bardzo starałam wyśledzić co lubi, czego nie, i tak dalej. Paczkę możecie zobaczyć u niej na blogu, KLIK. Ja oczywiście wpadłam na pomysł, żeby zrobić zdjęcie w momencie, gdy kończyłam zaklejać papier na pudełku :D Do ostatniej chwili bałam się, że paczka nie dojdzie. Na szczęście Mikołaj dotarł na czas :)



piątek, 28 listopada 2014

Bio IQ - żel pod prysznic i szampon

Studia nie sprzyjają prowadzeniu bloga, przynajmniej w moim przypadku ;) Jestem zarobiona po uszy, końca nie widać. Wpadłam jednak na chwilę, żeby opowiedzieć Wam o dwóch kosmetykach firmy Bio IQ - żelu pod prysznic oraz szamponie. Właśnie mijają cztery tygodnie testowania owych kosmetyków.

niedziela, 23 listopada 2014

Multi-chrome Colour Alike, nr 545

No i stało się. Niedawno pojawiła się ostatnia w tym roku kolekcja Colour Alike. Kolekcja nie byle jaka, bo multichromowa, w dodatku limitowana ;) Lakiery kojarzą mi się z Galaxy Dance Legend, za co ogromny plus. Niestety rosyjskie cudeńka są dla mnie nieosiągalne, ale też nie chcę skupiać się na porównaniach tych dwóch kolekcji. W każdym razie dostałam od Michała w prezencie dwa kolory, 545 oraz 546, dziś przedstawię ten pierwszy. Starałam się oddać jego "multichromowość" i fotografowałam paznokcie w różnym oświetleniu, a mam wrażenie, że i tak nie złapałam na zdjęciach wszystkich odcieni. :)

niedziela, 2 listopada 2014

Tanie kosmetyki też są dobre - delikatny żel-krem łagodzący do mycia twarzy.

Wiele z Was zna bohatera dzisiejszej notki. To żel-krem łagodzący do mycia twarzy z BeBeauty. Sięgnęłam po niego, gdyż miałam nadzieję znaleźć myjadło, które umyje, da poczucie świeżości oraz jednocześnie nie podrażni i nie spowoduje ściągnięcia.

poniedziałek, 27 października 2014

Szybki konkurs z bio IQ!

Przylatuję dziś do Was z szybkim konkursem, gdzie możecie wygrać mleczko do ciała ufundowane przez firmę bio IQ



Co producent mówi na temat tego kosmetyku? 

Receptura tego mleczka to prawdziwa, organiczna bomba witaminowa, dedykowana najbardziej wymagającej skórze wrażliwej, borykającej się z najczęściej występującymi problemami 
dermatologicznymi. 

Przekonałam? :> Szczerze mówiąc, już Wam zazdroszczę! Balsam zapowiada się naprawdę świetnie :)

Zasady są proste:
-zostaw swój adres mailowy
-odpowiedz na pytanie: Czy kosmetyki bio IQ posiadają certyfikat ECOCERT? (odpowiedź znajdziecie m.in. na http://bioiq.eu/pl/ )

Macie czas do 31 października do godziny 23:59! Wyniki pojawią się następnego dnia. 
Termin ważności kosmetyku upływa wraz z końcem listopada, dlatego też zobowiązuję się wysłać go w dniu otrzymania adresu od zwycięzcy.

Zachęcam do wzięcia udziału! :) 


czwartek, 23 października 2014

Spotkanie charytatywne w Warszawie 7.12. - niech dobra wieść się niesie!

Dziś spieszę z bardzo, bardzo ważną wieścią. Ola z bloga hidiamond organizuje kolejne spotkanie blogerskie! I to nie byle jakie - spotkanie, tak jak poprzednie organizowane przez Olę (KLIK) będzie CHARYTATYWNE



Tym razem chcemy wspomóc Marysię, która ma chore serduszko. By mogła funkcjonować jak zdrowe dzieci, potrzebuje operacji, niestety kosztownej. Z okazji zbliżających się Świąt chcemy wywołać uśmiech na twarzy jej i jej rodziców :) 

To kolejna wspaniała okazja by spotkać się, porozmawiać, wymienić się kosmetykami, wziąć udział w loterii, a jednocześnie zrobić coś wspaniałego - dać uśmiech choremu dziecku i przybliżyć je do operacji, której potrzebuje. 

 Wszystkie informacje możecie znaleźć na facebookowej stronie wydarzenia ---> KLIK
Zachęcam Was do wzięcia udziału!

To co, widzimy się? :>

niedziela, 19 października 2014

Ostatni dzwonek: Wibo Eliksir.

Wiecie, że wycofują słynne Eliksiry Wibo? Ponoć zmienia się szata graficzna, blablabla, i pomadki wrócą, ale kto tam wie... :D Postanowiłam zatem pokazać moje ukochane kolory, może jeszcze ktoś z Was ich nie zna, może mój post pomoże w wyborze... 



niedziela, 12 października 2014

10 książek, które...

Czyli ostatnio bardzo popularny na fb tag. I ja postanowiłam go zrobić z okazji takiej, że dziś niedziela (lubię luźniejsze posty w niedziele), a i nadal kaszlę, kicham i usiłuję zbić gorączkę (z marnym skutkiem), a post gotowy czekał na publikację już jakiś czas. 

Na fb najczęściej spotykałam się z tytułem "10 książek, które zmieniły moje życie", ale postanowiłam dostosować to pod siebie, wszak tylko ja mogę zmienić swoje życie, mogą to zrobić moje czyny, doświadczenia, itd. W chleb zmieniający życie też nie wierzę :D 

...zapadły mi w pamięć, zmieniły moje nastawienie, zapewniły godziny wspaniałej rozrywki.

czwartek, 9 października 2014

Alverde, szampon do włosów wymagających z amarantem.

Korzystając z okazji, że aktualnie leżę z rozwalonym gardłem i gorączką, nudząc się niemiłosiernie, stwierdziłam, że to dobry moment na odwiedzenie Waszych blogów i przy okazji nadrobienie zaległości u siebie :) 

Dla większości moich znajomych szampon to szampon. Ma myć i pachnieć. Dla mnie niestety myjadło do włosów oznacza coś więcej...
Przede wszystkim nie może podrażnić. Mam bardzo wrażliwą skórę głowy oraz niestety łupież. Musi więc dość dobrze oczyszczać, a przy tym być delikatny. Kiedyś dość dobrze spisywał się płyn Facelle, niestety skóra głowy zaczęła się buntować.
Na szampon Alverde z amarantusem zdecydowałam się w zeszłym roku. Po przygodzie z wersją szałwia & brzoza byłam nastawiona bardzo sceptycznie...


sobota, 4 października 2014

Co nowego mi przybyło we wrześniu? Chyba oszalałam...

Mamy już październik, a ja dopiero przychodzę z nowościami wrześniowymi ;) Najwyższy czas!
Z jednej strony, nie ma tego zbyt dużo. A z drugiej - zdecydowanie przesadziłam z lakierami i pewnie w październiku już nic nie kupię! Po prostu nie mogłam się oprzeć... ;)


czwartek, 2 października 2014

Zaczerwieniłam się, czyli o różu Bourjois.

Na początku chciałam podziękować pięknie za komentarze pod ostatnim postem :) Dodajecie mi skrzydeł, wiecie? :D Jednocześnie przepraszam za mały zastój spowodowany pracą, rozpoczęciem kolejnego roku akademickiego oraz problemami bliskich – muszę wpaść w rytm, na razie czuję się wypompowana. Przechodząc do właściwego tematu posta...

… każdy z nas o czymś marzy. I każdy z nas chce swoje marzenia spełniać :) Takim moim małym marzeniem był kosmetyk z Bourjois – najchętniej róż. Pisałam o tym pewnie z milion razy, ale zapragnęłam tych kosmetyków od czasu, kiedy zobaczyłam je w gazecie (chyba w Filipince!) podkradzionej siostrze. Miałam pewnie z 8 lat :D I tak spełniłam to marzenie, podczas którejś z promocji w Rossmannie. Wybrałam róż nr 16 – Rose Coup De Foudre.



To delikatny odcień różu z nienachalnymi drobinkami w kolorze zimnego złota – w zależności od światła drobinki są albo srebrne, albo złote, stąd określenie. Nie jest to jednak chamski brokat dzięki któremu nasza twarz wygląda jak bombka na choinkę, o nie. To właściwie delikatny pyłek rozświetlający ładnie policzki. :) Sam odcień różu jest lekko koralowy

Przejechałam bezpośrednio różem po dłoni.

To kosmetyk wypiekany, pamiętam, że Marilyn ostrzegała mnie, że może być zbyt suchy i sprawić wiele trudności przy nabieraniu na pędzel. Szczerze mówiąc, niestety Marilyn miała rację – na początku pędzel sunął po różu i z łatwością nabierał odpowiednią ilość. Po jakimś czasie niestety mam wrażenie, że całość trochę skamieniała i trzeba się nieźle namachać, żeby nabrać kosmetyk. Mimo wszystko nie da się zrobić nim sobie krzywdy, nie grzeszy pigmentacją, kolor jest delikatny i wygląda naturalnie. :) I trzyma się od nałożenia do zmycia



Opakowanie – małe puzdereczko zamykane na magnes, z lusterkiem i pędzelkiem. Śliczne :D Niby to plastik, ale mam wrażenie, że całkiem niezłej jakości. A w środku róż, który, mam wrażenie, się nie kończy. Wydajność genialna!



Podsumowując, jestem zadowolona z zakupu (i spełnienia swojego marzenia), jednak uważam, że dobrze zrobiłam, kupując ten róż na promocji. Normalnie róż kosztuje około 50 zł, mnie udało się go upolować za 30. Myślę jeszcze o odcieniu 85 Sienne, ale to raczej zachcianka, a nie wielka potrzeba :)

Znacie kultowe róże Bourjois? 



piątek, 26 września 2014

Galaxy inaczej.

I znowu paznokcie! Wybaczcie ;) Przeglądając paznokciowe blogi dostałam jakiegoś kopa i postanowiłam przełamać swego rodzaju blokadę i trochę się pobawić w zdobienie. Znudziło mi się malowanie na jeden kolor ;) A tak naprawdę, to rok akademicki się zbliża, więc akurat teraz wynajduję milion zajęć, na które po prostu nie będę miała czasu.

Znacie lakiery Dance Legend? To rosyjska marka lakierów, moim zdaniem lakierów wyjątkowych. Praktycznie w każdej z kolekcji znajduje się egzemplarz, którego pragnę! Jednak najbardziej oczarowała mnie kolekcja Galaxy, a szczególnie lakier Pulsar. Lakiery te niestety nie są w moim zasięgu - samej nie opłaca mi się zamawiać (a boję się podjąć organizacji zbiorowego zamówienia). 



wtorek, 23 września 2014

Syrenka.

Dziś chciałabym pokazać lakier, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia...

Tym razem podczas kompletowania zamówienia z drogerii DM, zapragnęłam w końcu poznać któryś ze słynnych piasków P2. Bez emocji oglądałam kolejne kolory, aż nagle zatrzymałam się na 120. dreamy. Wyglądał przecudnie na prezentacji - kropla pięknej, jakby duochromowej emalii, przenikające się wzajemnie niebieskości i delikatne złoto. W momencie, gdy potwierdzałam zamówienie, zauważyłam, że lakier zniknął ze strony drogerii. Przeraziłam się, że go wycofali, jednak na szczęście znajomy dorwał ostatnią (!) buteleczkę i tak trafiła w moje ręce. 


piątek, 19 września 2014

Jesień zamknięta w buteleczce, czyli O·P·I A Woman's Prague-ative.

Kilka z Was  wyraziło zainteresowanie tym lakierem już w lutym, gdy pokazałam upominki z lutowego spotkania blogerskiego. Ostatnio mogliście go oglądać w poście, w którym odpowiedziałam na Nail Polish Confidential Tag

To mój pierwszy lakier OPI. Udało mi się go wylosować na loterii charytatywnej. Możecie wyobrazić sobie moją radość, w końcu mogłam wypróbować emalię niedostępnej dla mnie (głównie przez swoją cenę) marki. 


środa, 17 września 2014

Tag: Nail Polish Confidential Tag

Dziś przychodzę z luźnym wpisem. Nail Polish Confidential Tag wypatrzyłam u Zaczarowanej i postanowiłam zrobić go też u siebie. To była dobra okazja do przejrzenia lakierów! 


3, 2, 1... zaczynamy ;)

niedziela, 14 września 2014

Mój mały wybawca!

Idealny krem dla mnie. I w sumie na tym mogłabym zakończyć. :D

Trudno mi znaleźć krem na dzień, który spodobałby się mojej kapryśnej cerze. Jest mieszana, z suchymi, wrażliwymi policzkami i tłustą strefą T, z wiecznie suchymi skórkami w okolicach brwi i nosa. I niestety skłonna do zapychania. Właśnie ta ostatnia cecha zdyskwalifikowała już wiele kosmetyków mających zadatki na bycie w porządku. I wtedy przyszedł czas na krem Bandi z algami morskimi.

czwartek, 11 września 2014

Wyniki rozdania.

Na początku chciałabym bardzo podziękować za udział w zabawie :) Mam nadzieję, że te z Was, które dołączyły do mnie niedawno, mimo wszystko i tak ze mną zostaną. Zadaniem było podanie jednego polecanego kosmetyku. Kilka z propozycji jest mi dobrze znane (i lubiane!), jednak większości nie znam i chętnie poznam.Nie przedłużając, rozdanie wygrywa...



Gratuluję! Już piszę wiadomość :)

Jeszcze raz dziękuję za udział. Ze swojej strony mogę obiecać, że to nie jest ostatnie rozdanie ;)

niedziela, 7 września 2014

Nie wszystko złoto, co się świeci...

Znowu zniknęłam! Spowodowane było to wyjazdem do domu rodzinnego, gdzie potwornie się rozchorowałam. Nie miałam ochoty na nic poza czytaniem, spaniem i czasem szyciem z sutaszu. Wróciłam już do Pruszkowa, czuję się lepiej, więc zaraz lecę nadrobić zaległości  u was :) 
Jednocześnie przypominam o konkursie KLIK, możecie zgłaszać się jeszcze przez kilka godzin, zachęcam :)

Wróćmy jednak do głównego tematu postu, czyli do kosmetyków Macadamia.
Nie ukrywam, że pokładałam w tych kosmetykach duże nadzieje. Postawiłam poprzeczkę bardzo wysoko, głównie dlatego, że spotykałam się z raczej pozytywnymi opiniami, a nawet bezkresnymi zachwytami. Na spotkaniu blogerskim otrzymałam zestaw składający się z szamponu, odżywki oraz olejku-serum. Pozwolę sobie opisać je po kolei.


Szampon





Jest nawilżającym szamponem przeznaczonym dla każdego typu włosów, wspaniały dla suchych i zniszczonych włosów. Szampon delikatnie oczyszcza włosy uzupełniając ich wilgotność oraz chroniąc je przed szkodliwymi elementami środowiska.
Nowa formuła, bez SLS i parabenów, bezpieczna dla koloru.




Water, disodium laureth sulfosvccinate, cocamidopropyl betaine, cocomide mea, decyl glucoside, macadamia integrifolia seed oil, argania spinosa kernel oil, benzoic acid, camellia oleifera leaf extract, cetyl betaine, citric acid, glycereth-2 cocoate, glycerin, glycol distearate, guar hydroxypropylltrimonium chloride, lourdimonium hydroxypropyl hydrolyzed wheat protein, linum usitatissium seed extract, panthenol, phenoxyethanol, polyquaternium-7, polysorbate 20, propylene glycol, sea salt, sodium lauroyl lactylate, tocopheryl acetate, triticum vulgare germ oil, potassium sorbate, sodium benzoate, hexyl cinnamal, limonene, linalool, butylphenyl methylpropional, cl 14700, cl 19140, cl 42090, fragrance

Cena: 100ml/300ml – 31zł/64zł



Szampon jest delikatny, nie wykazuje zbyt silnych właściwości pianotwórczych. Nie przeszkadza mi to zbytnio. Bardzo ładnie pachnie, trochę ciężko go jednak nabrać z butelki zamykanej na „wcisk” – jest dość gęstawy. Wydajność nie jest powalająca, niestety. Po testach ze smutkiem stwierdziłam, że nie jest to szampon dla mnie. Dlaczego? Jest chyba zbyt delikatny – skóra głowy jakiś czas po umyciu jest jakby oblepiona, włosy przetłuszczają się w błyskawicznym tempie, zamiast co 3 dni musiałam je myć na drugi dzień… Niestety, ale nie polubiłam tego szamponu – miałam wrażenie, że nie domywał włosów.

Odżywka





 To codzienna odżywka do wypłukiwania przeznaczona do włosów wszystkich typów. Doskonale nawilżająca, chroniąca włosy przed czynnikami zewnętrznymi, nadająca im miękkość oraz łatwy do stylizacji.
Nie zawiera szkodliwych parabenów.

water, cetearyl alcohol, cyclopentasiloxane, behentrimonium methosulfate, cetyl alcohol, stearyl alcohol, cetrimonium chloride, amodimethicone, guar hydroxypropyltrimonium chloride, panthenol, wheat amino acids, macadamia integrifolia seed oil, hydrolyzed silk, hydrolyzed barley protein, hydrolyzed soy protein, glycerin, glycereth-26, aminomethyl propanol, argania spinosa kernel oil, dimethiconol, cl1-45 pareth-7, ethylhexyl methoxycinnamate, hydrolyzed wheat protein, hydroxyethylcellulose, laureth-9, polyquaternium-69, trideceth-12, methylisothiazolinone, phenoxyethanol, fragrance

Cena: 100ml/300ml – 35zł/78zł

Odżywka, podobnie jak szampon, pachnie bardzo ładnie, delikatnie. Znajduje się w identycznym opakowaniu i nie ukrywam, że zdarzyło mi się pomylić butelki ;) Wydobycie odżywki sprawia sporo problemów – już przy pierwszym użyciu miałam wrażenie, że jest jej tylko trochę na dnie (choć oczywiście było całe opakowanie), dopiero porządne potrząsanie dało efekt. Odżywka ładnie rozprowadza się po włosach, ale niestety z wydajnością jest jeszcze gorzej niż w przypadku szamponu. Jest też dla mnie odrobinę za lekka, nie dociąża włosów. Może lepsze efekty byłyby, gdybym stosowała ją jako b/s. Jednak przy szamponie z tej serii zwyczajnie się bałam przyklapu i konieczności mycia włosów po kilkunastu godzinach ;) Wygładzenie i zmiękczenie włosów było minimalne, ujarzmienia - brak.


Olejek
 

 Lekka wersja Healing Oil Treatment przeznaczona do wszytskich typow włosów w szczególności do włosów cienkich. Ultra mikro mgiełka absorbowana jest przez włosy zapewniając optymalne nawilżenie, długotrwały połysk, ochronę i łatwość ułożenia. 


Cyclopentasiloxane, argania spinosa kernel oil, macadamia ternifolia seed oil, tocopheryl acetate, isopropyl myristate, fragrance, benzyl salicylate, coumarin, butylphenyl methylpropional, linalool, hexyl cinnamal

Cena: 60ml/125ml – 49zł/90zł
No na to serum czaiłam się chyba najbardziej :> wiadomo, w składzie na pierwszym miejscu silikon, ale nie obawiam się go. Potem widać też oleje. Moje włosy z jednej strony okropnie się puszą, więc miałam nadzieję, że olejek je nieco ujarzmi. Pierwsze na co zwróciłam uwagę to zapach – identyczny jak perfumy mojej pani doktor ;) Widziałam, że sporo dziewczyn określiło go jako „babciny”. Coś w tym jest, ale mnie zapach nie przeszkadza. Może dlatego, że bardzo lubię moją panią doktor :) Olejek jest bardzo w porządku. Stosowałam go zarówno na mokre, jak i na suche włosy – tzn. raz tak, a raz tak. Na włosach mokrych efekt jest znikomy i nie przepadam za używaniem go jako zabezpieczenie. Natomiast włosy suche świetnie ujarzmia, nabłyszcza i wygładza. Wtedy też zapach utrzymuje się bardzo długo. Uważam, że to naprawdę fajny produkt wart uwagi i na pewno zdecyduję się na kolejną buteleczkę :)
Znacie kosmetyki Macadamia?

sobota, 30 sierpnia 2014

Aktualizacja włosowa - sierpień 2014.

Dziś post tasiemiec, więcej czytania niż oglądania, lojalnie uprzedzam :) 
Ten miesiąc jest przełomowy, jeśli chodzi o pielęgnację włosów. W czasie roku akademickiego bardzo się zapuściłam: praktycznie tylko myłam głowę szamponem i dawałam odżywkę bez spłukiwania. Włosy pięknie mi się odwdzięczyły, kołtuny były wszędzie, a włosy leciały jak szalone. W lipcu byłam dwa tygodnie nad morzem, to też swoje zrobiło. Powiedziałam sobie: dość tego. Tyle wolnego czasu na eksperymenty! Postanowiłam powrócić do olejowania i nakładania masek. 2 dni temu ścięłam końcówki. Już czuję, że włosy odżyły...

Tu się ładnie prezentują, ale zdjęcie zrobione jest pod dziwnym kątem (Michał celował w mój tyłek >.>)

czwartek, 28 sierpnia 2014

Co nowego mi przybyło w sierpniu? DM, Rossmann...

W tym miesiącu nie poszalałam jakoś szczególnie. Tzn Michał twierdzi, że zwariowałam, ale on to on - nie zna się :D W każdym razie niewiele zrealizowałam z mojej ostatniej wishlisty, bo tylko jeden kosmetyk z niej mi wpadł. Trudno, powoli będę spełniać moje zachcianki :) 


Udało się zamówić kilka rzeczy z DM i to właśnie z nich najbardziej się cieszę. Wpadło też kilka "zwyklaków" z Rossmanna.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Pierwsze rozdanie u Kotka Pstrotka!

Tyle czynników się nałożyło: mój powrót, prawie 100 postów, ponad 20k wyświetleń, ponad 150 obserwatorów... Chciałabym Wam podziękować za to, że nadal ze mną jesteście :) Nagroda jest raczej skromna, ale mam nadzieję, że kogoś z Was ucieszy.

piątek, 22 sierpnia 2014

Konfetti na mięcie.

Łapię jeszcze ostatnie chwile lata, bo pogoda robi się coraz bardziej jesienna. Halo, lato! Masz jeszcze 3/4 września, żeby trochę z nami pobyć... 



Przebierając zbiory lakierowe, znalazłam mnóstwo brokatów, które leżą zapomniane. Wzięłam do ręki słynne Circus Confetti Essence i aż się uśmiechnęłam na widok różnokolorowych hexów. Dlaczego lakier, który stał się moim marzeniem w momencie, gdy odkryłam blogi kosmetyczne, tak rzadko był przeze mnie używany? Odpowiedź jest banalna. Bo nienawidzę zmywać brokatów. Kiedyś nawet szarpnęłam się na bazę peel off (również z Essence), ale tak bardzo nie przypadła mi do gustu, że leżała zapomniana w pudełku lakierowym. 

Stwierdziłam, że tym razem się przełamię. I nałożyłam bazę, na to dwie warstwy lakieru My Secret w odcieniu Mint (dla mnie ten lakier po prostu jest błękitny bez turkusowych tonów, nie znoszę tej nowej mody na nazywanie miętowym wszystkiego co jasnobłękitne), dwie warstwy Circus Confetti i top matujący Lovely. Całość trzymała się 4 dni, po czym pojawiły się pęknięcia i nawet udało mi się usunąć wszystko, dzięki bazie peel off.






Nie myślałam, że tak bardzo spodoba mi się połączenie brokatu i matu!

PS. Mam dwie tubki podkładu Rimmel Stay Matte w odcieniu 091 light ivory. Podkłady są nowe, nieużywane, nieotwierane. Kupione w kwietniu. Nie będą mi potrzebne, gdyż są w tym momencie dla mnie zbyt różowe. Chętnie wymienię się na coś lub ostatecznie oddam za koszty wysyłki. Jeśli macie ochotę, dajcie znać w komentarzu lub napiszcie maila. Adres znajdziecie w zakładce "kontakt".

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Na ratunek suchym ustom?

Orientana – na sam dźwięk nazwy tej marki robiło mi się słabo z wrażenia. Tyle dobroci, tyle wspaniałych opinii, polska marka, która jest spełnieniem marzeń! Bardzo, bardzo się ucieszyłam, gdy wpadł mi w łapki balsam do ust – wersja granat i liczi.


Moje usta są wymagające. Nie mogę sobie pozwolić na przerwę w nawilżaniu, bo odpłacają suchymi, odstającymi płatami. Mam swoich ulubieńców, jednak przyznam, że lubię próbować czegoś nowego i mieć milion balsamów do ust porozkładanych w strategicznych miejscach. 



"100% naturalny balsam do ust zawiera tylko naturalne składniki. Baza balsamu to masła shea, kokum, kakaowe wzbogacone olejkami roślinnymi i ekstraktami z owocu granatu i liczi. Balsam ma piękny zapach. Doskonale nawilża i odżywia delikatną skórę ust.
Zawiera również bogate w witaminy i składniki mineralne oleje z awokado, sezamu, jojoby, kiełków pszenicy, migdałów oraz ekstrakt z aloesu, a swój piękny zapach zawdzięcza połączeniu naturalnych ekstraktów w granatu i liczi. Wszystkie składniki są naturalne, tłoczone na zimno, nierafinowane, nie poddawane obróbce mechanicznej. Balsam jest tak bezpieczny, że możesz go nawet zjeść."




wosk pszczeli,   masło kakaowe, masło shea, masło kokum, gliceryna, olejek grejfrutowy, olejek sezamowy, olejek migdałowy, olejek awokado, olej marchwiowy, olej z kiełków pszenicy, olej z nasion rącznika, olej słonecznikowy, olejek jojba, witamina E., ekstrakt z granatu, olejek kamforowy, ekstrakt z lukrecji gładkiej, ekstrakt z liczi.



Bardzo ucieszyła mnie wersja balsamu, jaką otrzymałam. Kocham zarówno liczi, jak i granaty. Opakowanie cieszy oko. Marka cieszy się uznaniem. Czyli co? Szykuje się sukces i kolejny hit?


Aby odpowiedzieć na to pytanie, powinnam podzielić recenzję na dwie części, ponieważ dałam mu dwie szanse: jedną w chłodniejsze dni i drugą w cieplejsze.

W zimie balsam nie poradził sobie z moimi ustami. Jego lekka konsystencja była zdecydowanie za lekka. Warstewka balsamu wysychała w błyskawicznym tempie razem z ustami. Wtedy też odstawiłam go, planując dać mu szansę w cieplejsze dni, kiedy moje usta nie są aż tak suche.
W cieplejsze miesiące balsam spisuje się świetnie. Chętnie po niego sięgam. Nadal czuję, że jest trochę za lekki, a w czasie upałów mam wrażenie, że spływa z ust. Mimo to chroni je, nie muszę ich ciągle nawilżać, a i mam wrażenie, że przyczynia się do szybszego gojenia się drobnych ranek (tak, to moje natręctwo, obgryzanie skórek na ustach. Nie jestem z tego dumna).




Tak jak już napisałam: balsam ma lekką, jak dla mnie wodnistą konsystencję. Na wargach wygląda jak bezbarwny błyszczyk. Pachnie całkiem ładnie, ale smak już taki przyjemny nie jest, więc lepiej go nie zlizywać. Balsam jest zdecydowanie wydajny.


Miałam nadzieję, że balsam ten sprawdzi się też w bardziej ekstremalnych sytuacjach. Mimo wszystko uważam, że nie jest zły. Myślę jednak, że bardziej spodoba się posiadaczom bezproblemowych ust ;) 8 gram produktu kosztuje ok 15 zł.

Co stosujecie na problemowe usta?

czwartek, 14 sierpnia 2014

Obłędnie pachnący... bubel?

Musicie wiedzieć: KOCHAM LICZI. Szukając kosmetyku do ciała już dość dawno temu, natknęłam się na masło Liczi & Rambutan Farmony. Liczi? Bierę! Nawet się nie zastanawiałam, haha nawet byłam przekonana, że wzięłam MUS do ciała :D Za masłami nie przepadam, ale stwierdziłam: kupiłam, to zużyję. Niespodzianki nie będzie, bo po tytule widać, jakie mam o nim zdanie...



Gęste masło do ciała o wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych oraz fascynującym zapachu dojrzałego liczi i soczyście świeżego rambutanu. Niezwykle słodkie liczi, uprawiane w Państwie Środka od 2000 lat, to symbol i ulubiony owoc chińskich cesarzy z dynastii Ming. Połączone z soczystym, rześkim rambutanem z Malezji nadaje skórze niespotykany, fascynujący aromat letniego wieczoru nad oceanem.Dzięki zawartości afrykańskiego masła Karite głęboko nawilża, odżywia i ujędrnia, sprawiając że ciało staje się zachwycająco miękkie, delikatne i jedwabiście gładkie. Bogata konsystencja pieści zmysły, czarne drobinki masują ciało, a zniewalająco słodki zapach egzotycznych owoców uwodzi i relaksuje.
 
 


Aqua, Butyrospermum Parkii, Isopropyl Myristate, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Glycerin, Cetyl Alcohol, Paraffinum Liquidum, CI 16255, Parfum, Cera Alba, Cyclomethicone, Glyceryl Stearate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Jojoba Esters,
Iron Oxides, Acrylates C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, BHA, Geraniol, Citronellol, Limonene.




Masło znajduje się w kolorowym, wesołym, tutti-frutti słoiczku o pojemności 250 ml i kosztuje ok 13 zł. Szata graficzna jest krzycząca, różowa i rażąca, ale z tego co wiem, teraz są nowe wersje opakowania – bardziej stonowane. Konsystencja fajna, maślana, przyjemnie roztapia się pod wpływem ciepła skóry. Nie wchłania się szybko, ale przynajmniej się nie lepi. Widać gołym okiem czarne drobinki, które podczas aplikacji chyba się rozpuszczają i w ogóle ich nie czuć. Pachnie bardzo ładnie, ale czy to liczi? Zapach utrzymuje się dość długo i w żadnym wypadku nie mogę na to narzekać. Nie nawilża jakoś szczególnie, raczej tak doraźnie, jak zniknie całkiem, to skóra jest znowu tępa w dotyku. Czasem brudzi też ręce na różowo. I jeszcze coś, co wydaje mi się niezbyt przyjemne: podczas wmasowywania roluje się. To wygląda jak mnóstwo małych, różowych robaczków. Nie wiem, co jest tego przyczyną, odkąd w ruch poszła kessa i savon noir, nie mam problemów z suchymi skórkami. To jednak całkiem go dyskwalifikuje i choćby miał mi obiad ugotować i potem pozmywać – to był jego pierwszy i ostatni raz w mojej kosmetyczce.




Znacie masła do ciała warte uwagi? :>
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...