sobota, 18 stycznia 2014

Lista uczestniczek spotkania w Warszawie 15.02.

Hej!
Z jednej strony mam ochotę wylać żale, a z drugiej - nie widzę w tym żadnego sensu. 
Wraz z Olą ułożyłyśmy listę uczestniczek. Ola wrzuciła już ją u siebie, ja robię to z małym poślizgiem. Nie zdążyłam mrugnąć, a pod postem pojawiły się już niemiłe komentarze, oczywiście z kont anonimowych. To jest naprawdę przykre. Ola podkreśliła, że ułożyłyśmy też listę rezerwową. Mam tylko nadzieję, że żadna z dziewczyn, które się zgłosiły, nie komentowała anonimowo pod postem Oli... 
Nie rozumiem, po co robić komuś taką przykrość? Nie jesteśmy w stanie zorganizować spotkania na 50 osób, niestety. Chciałoby się, ale to jest logistycznie niemożliwe - przynajmniej teraz, przynajmniej dla mnie.

Lista:

13. Domi  http://blog.domimakeupartist.pl/  

14. Majowa Malaga  http://tococieszy.blogspot.com/

15. Kasia http://moodhomme-kosmeetika.blogspot.com/ 

 

Podkreślę jeszcze raz: mamy listę rezerwową. 

W razie potrzeby będziemy kontaktować się z mejla spotkaniowego. 

 

Widzimy się 15 lutego o 15 w Pochwale Niekonsekwencji (Grójecka 118)

wtorek, 14 stycznia 2014

Odczuć na własnych włosach... Przeproteinowanie.



Do tej pory przeproteinowanie włosów było dla mnie swego rodzaju mitem. Powiem więcej – nie bardzo w nie wierzyłam, dopóki nie poczułam tego na własnej skórze. A raczej włosach… Dziś post „do czytania” ;)

Jak się zaczęło?
Zaczęło się od tego, że mimo pielęgnacji włosów, ich stan się pogorszył. Nie olejowałam ich (jeśli już, to sporadycznie), ale zawsze po myciu nakładałam odżywkę lub maskę, choć na chwilę. Mimo tego wyglądały tak, jakbym myła je byle jakim, silnym szamponem, a potem suszyła gorącym nawiewem. Byłam przekonana, że to raczej kiepskie odżywki/maski. Ale problem nie zniknął, kiedy zaczęłam stosować inne kosmetyki, szeroko polecane przez włosomaniaczki. Bałam się, że będę musiała skrócić włosy – co byłoby traumatycznym przeżyciem. Pal sześć, że okropnie suche końcówki. Ale robił mi się obrzydliwy, niemożliwy do rozczesania dred tuż nad karkiem. Nie pomagało delikatne wiązanie włosów, zabezpieczanie, chowanie włosów pod czapką. A dred wyjątkowo uciążliwy, co udało mi się go rozczesać, to za chwilę plątał się jeszcze bardziej.  Włosy wyglądały na nieszczęśliwe…Na nieszczęśliwe, brzydkie siano :(

Jak domyśliłam się, że chodzi o nadmiar protein?
Ano ‘dobrze się stało’, że akurat Orlica wrzuciła na swój blog rozpaczliwy post:

Poskładałam puzzle w całość i dotarło do mnie, że:
-niedawno laminowałam włosy żelatyną (dokładnie w listopadzie, po tym zabiegu błyszczały jak nigdy!)
-moje włosy zawsze lubiły proteiny, a ja ich im nie żałowałam.
Popędziłam do łazienki i co się okazało? Tylko jedna, jedyna odżywka nie miała w składzie żadnych protein. Cały czas po laminowaniu, dostarczałam ich włosom. Były w maskach, odżywkach… 

Zabrałam się do roboty…
…ale zanim to zrobiłam, przestraszyłam się, że jednak nic z tym nie zrobię, a włosy trzeba będzie ściąć. Potem ochłonęłam i doszłam do wniosku: emolienty i nawilżacze. Schowałam wszystkie odżywki i maski z proteinami. Tak jak pisałam wcześniej, zostawiłam tylko jedną odżywkę bez tego składnika, ale z zamiarem stosowania jej jak maskę. Zaczęłam od olejowania – nałożyłam ulubiony olej awokado (potem dowiedziałam się, że również zawiera proteiny) i przesiedziałam z nim na włosach ok. 3h. To długo, jak na mnie. Z reguły moje włosy lubią maksymalnie godzinne siedzenie w oleju ;) Po tym czasie zmyłam olej resztką szamponu Alverde i nałożyłam odżywkę z hibiskusem, również Alverde. Chyba z godzinę trzymałam ją pod ręcznikiem ;) Gdy wszystko zmyłam, miałam wrażenie, że to nie są moje włosy. Przede wszystkim rozczesanie nie stanowiło już problemu. Dreda już nie było. Wiadomo, że po jednym takim zabiegu włosy nie są idealne, ale widziałam naprawdę dużą poprawę. To sprawiło, że dostałam kopa.

Mój włosowy arsenał
Oleje: Oliwa z oliwek, awokado (małe ilości, raczej sporadycznie), makadamia
Szampony: Alverde z brzozą i szałwią (żeby wykończyć) oraz Alverde przeciwłupieżowy
Odżywianie: odżywka Alverde hibiskus i aloes, odżywka Balea mango i aloes.

Nie ma tego dużo, wiem. Ale w tym momencie czuję, że niewiele potrzeba moim włosom, by doszły do siebie, a kluczem do sukcesu jest równowaga. Mam nadzieję, że już niedługo będą takie, jak dawniej: mocne, błyszczące i bezproblemowe :) 

Jeśli macie podobny problem, radzę przyjrzeć się składom kosmetyków. Może właśnie w tym tkwi problem i wcale nie trzeba drastycznie skracać włosów? A może miałyście podobny problem i udało Wam się go rozwiązać?


środa, 8 stycznia 2014

Spotkanie Blogerek Urodowych w Warszawie - zapisy !

Hej Kochane! 

Całkiem niedawno brałam udział w spotkaniu blogerek kosmetycznych w Warszawie, o czym mogłyście przeczytać w tej notce. Po spotkaniu czułam pewien niedosyt - nie udało mi się porozmawiać ze wszystkimi dziewczynami :<  Na szczęście jeszcze przed spotkaniem poznałam Olę, która organizowała grudniowe spotkanie :) Dość szybko doszłyśmy do wniosku, że blogerskie spotkania to naprawdę świetna okazja, żeby poznać dziewczyny, które teoretycznie już się zna ;) 
Od słowa, do słowa... i tak wpadłyśmy na pomysł zorganizowania kolejnego zlotu. 
Szczegóły?

Pochwała Niekonsekwencji (Grójecka 118), 15 lutego 2014r, godzina 15. 

Zachęcam do zgłaszania się!
Jedyne, co musicie zrobić, to napisać na mejla 

spotkaniewarszawa@op.pl

a w komentarzu napisać swój nick i adres bloga, a potem wrzucić w pasek boczny podlinkowany baner:  


 Listę zamykamy 18 stycznia! 



poniedziałek, 6 stycznia 2014

Szarość nie musi być smutna...

...czyli rzecz o chyba najciekawszym jak dotąd lakierze w mojej kolekcji.

Jak niektóre z Was wiedzą, w Wigilię sklep colorowo.pl uraczył nas niesamowitą promocją: -40% na cały asortyment. To właśnie w tym sklepie można dostać lakiery Colour Alike, na które miałam ogromną ochotę już od dawna. Kilka razy widziałam je w małej drogerii u mnie w mieście, ale zdążyłam kupić tylko jeden, zanim sklepik został zlikwidowany :( 
Zapewne wiecie, że Colour Alike to polska marka. W dodatku pochodząca z Łodzi, a to przecież rzut beretem ode mnie! To dodatkowo sprawiło, że zapragnęłam lakierów tej firmy. Niestety dopiero teraz mogłam sobie pozwolić na zamówienie ich - dzięki mamie, która określiła to jako upominek z okazji Świąt :) 

Zdjęcie to zamieszczałam już na swoim fanpage'u, na który swoją drogą zapraszam. Urzekły mnie kartonikowe opakowania, domyślam się, że grafika zamieszczona na nich to wariacja na temat nowego logo Łodzi :) Trafiły do mnie: Figa z makiem!, Szara Migotka, Bamberka, Zmierzch Magdy oraz Strażnik Teksasu. Jestem zachwycona! 

Na pierwszy ogień poszła pozornie niepozorna Szara Migotka. Ten lakier bardzo spodobał się mojemu Mężczyźnie - oczywiście nie chciał malować nim paznokci, ale stwierdził, że to chyba najładniejszy kolor ze wszystkich zamówionych. Ogólnie to chyba pierwszy raz, kiedy nie zrzędził z powodu nowych lakierów :D Nawet pochwalił kolory, które dobrałam i uśmiechał się, kiedy piszczałam z radości. Sukces!


Lojalnie ostrzegam, że wszystkie zdjęcia są zrobione w sztucznym świetle, z użyciem lampy błyskowej. To właśnie przy sztucznym oświetleniu widać wszystkie różnokolorowe, holograficzne drobinki. Efekt nie jest zbyt mocny, i właśnie to podoba mi się najbardziej. Choć Ola widząc Migotkę na paznokciach w świetle dziennym, spytała, czemu nie migocze ;) 

Bo w sumie trochę tak jest: za dnia jest to delikatna, srebrzysta szarość z shimmerem. A w nocy zmienia się w prawdziwą królową balu ;) Błyska i migocze! Myślę, że mimo to można stosować go na co dzień. Chociaż raczej stawiałabym na zimowe miesiące, jakoś średnio pasuje mi do lata ;P

 Krycie ma całkiem w porządku, wystarczą 2 warstwy. Trzymał się na paznokciach 3 dni, po tym czasie go zmyłam. Pędzelek standardowy, maluje się wygodnie, a lakier nie smuży.

Szara Migotka dostępna jest w sklepie colorowo.pl za cenę 10,49zł za 8ml. Podoba Wam się? Ja jestem zauroczona!

Gorzkie żale:
1: 2014 rozpoczął się fatalnie. Dosłownie, siedzę i chciałabym się rozpłakać. Kilka problemów zwaliło mi się na głowę, a ja nie widzę drogi do rozwiązania. A czas mam do jutra. :( 

2: Przeproteinowałam włosy! Nie sądziłam, że może do tego dojść, bo raczej lubię się z proteinami... Plan na najbliższy czas: olejowanie!




czwartek, 2 stycznia 2014

2013 – miłe zaskoczenia i totalne rozczarowania

Czyli mini-podsumowanie 2013. Czuję, że w moim przypadku bez sensu jest robić coś większego, ewentualnie rozdrabniać to na milion kategorii :D Rok 2013 to dla mnie rok poznania :) nigdy nie wypróbowałam tylu kosmetyków, a to wszystko przez Was, wiecie? :>
 

źródło
Balea, mleczko do włosów mango i aloes – to jest moje odkrycie roku. Świetna odżywka bez spłukiwania, o której pisałam TU. To kosmetyk, którego nie może zabraknąć w mojej łazience! 


źródło

Kosmetyki mineralne – własnoręcznie wykonany podkład, korektor i róż. Rzeczywiście są świetne, odkąd zaczęłam je stosować, moja cera wygląda lepiej. Czuję, że oddycha ;) Zarówno podkład jak i korektor całkiem ładnie kryją. Róż od niedawna leży nieco zapomniany, bo kupiłam…


źródło

Róż Bourjois nr 16 rose coup de foudre – wielokrotnie zdarzało mi się, że coś, na co czekałam od dawna, coś, co sobie wymarzyłam, totalnie mnie rozczarowywało. Niemiłe uczucie ;) Róż Bourjois jest miłym odstępstwem od tej „zasady”. Odcień świetnie pasuje do mojej cery, dzięki delikatnym drobinkom twarz wygląda promiennie. Nałożony rano utrzymuje się do demakijażu. I pięknie pachnie <3


źródło

Sally Hansen, InstaDri – kiedyś uważałam wysuszacz za zbędny dodatek. Teraz nie wyobrażam sobie malowania paznokci bez niego. Niegdyś odciśnięta pościel na paznokciach była normą. Obecnie nie mam z tym żadnych problemów :) Dodatkowo ślicznie nabłyszcza paznokcie. 


źródło

Savon Noir – kosmetyk, który zostanie ze mną już zawsze. Nic tak wspaniale nie oczyszcza – skóra dosłownie piszczy i naprawdę ma się wrażenie, że jest po prostu czysta i gotowa na przyjęcie składników odżywczych. 


źródło

Nook Simple Touch – dobra, to nie kosmetyk :D ale z pewnością zakup tego roku! Polecam każdemu, kto się waha. Sprzęt ułatwiający życie :)

źródło
źródło


Blistex MedPlus, Tisane – razem, tylko dlatego, że to jedyne środki, które nie pozwalają uschnąć moim ustom. Blistex w sztyfcie mam przy sobie, a Tisane stosuję w domu. Nie sądzę, że jeszcze kiedykolwiek wymienię je na coś „lepszego” ;)

Niestety, kilka kosmetyków mnie rozczarowało. Przeważnie są to wielkie hity innych blogerek, a ja jestem tylko przykładem stwierdzenia, że każdy jest inny i ma inne potrzeby :)



Olej kokosowy – niestety hit wielu włosomaniaczek u mnie zupełnie się nie sprawdził :( stosowałam na włosy, ale bardzo je  puszył. Oddałam siostrze i trochę żałuję, przydałby mi się teraz do olejowania skórek i paznokci ;)

źródło


Carmex – słynny kosmetyk do ust niestety jedynie wysuszał moje wargi, nie zapewniając żadnego nawilżenia – jedynie krótkotrwałe natłuszczenie. Szkoda… Wiązałam z nim wielkie nadzieje, jednak sromotnie się zawiodłam :(

źródło


Essence, baza peel-off – kolejny gadżet, który miał ułatwiać życie: zamiast męczenia się ze zmywaniem brokatów, można je zwyczajnie ściągnąć z paznokcia. W praktyce, przynajmniej u mnie, wygląda to dużo gorzej. Albo baza schodzi sama jednym płatem w momencie, gdy NIE CHCĘ, by zeszła, albo trzyma się mocno wtedy, gdy chcę się jej pozbyć. Trudno, jednak wolę pomęczyć się ze zmywaczem i ewentualnie folią ;)


źródło
 
Receptury Babuszki Agafii, drożdżowa maseczka do włosów – pisałam o niej TU. Ogólnie maska nie jest zła, ale dopisuję ją do tej listy, ponieważ zdecydowanie spodziewałam się efektu WOW, którego nie zanotowałam. Włosy podrosły, ale obawiam się, że to dzięki serum. Wiem, że ma wiele zwolenniczek – ja jednak nie skuszę się na kolejne opakowania.


I jak, co sądzicie o moich hitach i rozczarowaniach - podzielacie moje zdanie czy uważacie zupełnie inaczej? :) macie swoich ulubieńców 2013?

środa, 1 stycznia 2014

Uroczyście postanawiam...



Witajcie! Ta notka powstała zupełnie spontanicznie. Niewiele wnosi do bloga, ale będzie dla mnie swego rodzaju talizmanem :) 
Plan był taki, że miałam wrzucić tu dzisiaj notkę podsumowującą rok 2013, jeśli chodzi o sferę kosmetyczną. Jednak przeglądając Wasze noworoczne postanowienia, poczułam niespodziewane kopnięcie w 4 litery i sama pomyślałam - jaki ma być dla mnie 2014? Co ja mogę zrobić, by ten rok był dla mnie taki, jaki chcę by był?

Najpierw jednak chciałabym zerknąć wstecz. Muszę powiedzieć, że rok 2013 był dla mnie bardzo ważny i jednocześnie bardzo pomyślny. Czuję się niesamowitą szczęściarą! Nie jestem w stanie przywołać niezbyt przyjemnych sytuacji, czy myśli. Oczywiście, zdarzały się sytuacje bolesne, ale staram się jednak nie brać ich pod uwagę w ogólnym rozrachunku. 

2013, niechronologicznie:
*udało nam się znaleźć mieszkanie, doprowadzić je do stanu używalności i wreszcie zamieszkać razem
*znalazłam miejsce, w którym czuję się jak w domu
*dostałam się na kierunek, na którym mi zależało
*założyłam bloga i żałuję jednego: że tak bardzo z tym zwlekałam!
*poznałam świetne dziewczyny - blogerki
*miałam okazję uczestniczyć w blogerskim spotkaniu
*wróciłam do naturalnego koloru włosów
*udało nam się wybrać na krótki wyjazd do Zakopanego <3
*opanowałam nieco sytuację ze swoim zdrowiem
*zaczęłam bardziej dbać o siebie
*zakupiłam czytnik e-booków - najlepszy zakup 2013!
*w związku z powyższym przeczytałam 35 książek - gdyby nie czytnik, pewnie przeczytałabym połowę, albo 1/3 tego...
*stałam się bardziej samodzielna

A jakie plany na 2014?

Postanawiam:
1. Bawić się kuchnią, nie bać się eksperymentować, poznać tajemnice wegańskiej kuchni -> sama weganką nie jestem, ale nie mogę odmówić weganom pomysłowości, której tak bardzo zazdroszczę! 
2. Stworzyć swój własny, domowy przepiśnik – luźne kartki w kuchni to nie jest to, co lubimy ;)
3. Jeść częściej, ale mniejsze porcje. Ogólnie dieta MŻ - MĄDRZE ŻREĆ! Moim celem nie jest zrzucenie kilogramów, a lepsze samopoczucie :)
4. Nauczyć się jeździć na rolkach i wykorzystywać tę umiejętność przy każdej okazji.
5. Odłożyć pieniądze na wakacyjny wyjazd lub inną przyjemność.
6. Ruszyć z własnym biznesem.
7. Przeczytać przynajmniej 52 książki, chociaż jedną na każdy tydzień roku.
8. Przestać przejmować się wszystkim i odgonić głupie myśli.
9. Zdrowo podejść do tematu studiów i nauki.
10. Nauczyć się żyć w harmonii z mieszkaniem :D czyli pozbyć się paskudnego nawyku, jakim jest zwlekanie z odstawianiem rzeczy na ich miejsce.
11. Mniej kupować, tyczy się to praktycznie wszystkiego: od jedzenia, przez kosmetyki, po sprzęt.
12. Nauczyć się kilku prostych makijaży na różne okazje. 
13. Jeszcze bardziej zadbać o siebie: skupić się na włosach, paznokciach i... zębach! Ciągle odkładam dentystę na później...
14. MNIEJ GADAĆ, A WIĘCEJ ROBIĆ! 

Zobaczymy za rok, co udało mi się zdziałać :> 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...