poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Szybki ratunek po przedawkowaniu słońca.

Lato. Czas wakacji, urlopów, podróży. Nadrabiania zaległości czytelniczych, filmowych, kulinarnych. Czas flirtowania ze słońcem... A flirt, jak to flirt – można się sparzyć. I to, niestety, dosłownie. 

Mnie się udało. Wystarczyło niedokładnie posmarować się kremem z wysokim spf i chodzić brzegiem morza, brodząc po kostki. Efekt? Wyglądałam jakbym wyszła z piekła – całe stopy, do kostek oraz kolana miałam czerwone, spieczone i wrażliwe na dotyk. Nie przesadzę, gdy powiem, że prawie nie mogłam chodzić (bo prócz oparzeń miałam zdarte kolana niczym nieuważny sześciolatek, bawiący się na betonowym boisku ---> uważajcie na wystające pręty i nierówne płyty chodnikowe!) i bałam się, że całe wakacje szlag trafi.
Będąc w usteckim Rossmannie, postanowiłam przyjrzeć się produktom po opalaniu, łagodzącym podrażnienia. Zaczęłam przeglądać składy.
I co? I można się przerazić. Albo i gorzej.

Dlaczego, powiedzcie mi, dlaczego i na co pchać w takie kosmetyki alkohol denat? Dlaczego na drugim miejscu znajduje się parafina, a dalej jest sprytnie zakamuflowana innymi nazwami? Dlaczego producenci wołami na etykietach informują o obecności panthenolu, a na liście między całym tym syfem go NIE MA?
Wściekła jak osa wybrałam coś, co można nazwać mniejszym złem. Nie pytajcie, czemu a) nie poszłam jak człowiek do apteki, b) nie kupiłam czegoś dziecięcego, co łagodzi podrażnienia. Chyba za dużo słońca sprawiło, że miałam zaćmienie.


No dobra, jak zwykle za długi wstęp. Do koszyka trafił kojący żel po opalaniu 5% d-pantenolu Soraya.

Pierwsza pomoc przy przedawkowaniu słońca. Kojący żel z d-Panthenolem jest doskonałym środkiem łagodzącym w przypadku podrażnienia i poparzenia skóry wywołanego zbyt długim przebywaniem na słońcu.
Przynosi natychmiastowe ukojenie podrażnionej przez promienie słoneczne skórze. Formuła z wysoką zawartością d-Panthenolu odpowiednio nawilża, regeneruje i łagodzi. Zawiera delikatnie natłuszczające składniki, dzięki czemu skóra staje się jedwabiście gładka, miękka i przyjemna w dotyku. Żel łatwo się rozprowadza i szybko wchłania nie pozostawiając uczucia lepkości.

Skład:
Aqua, Propylene Glycol, Panthenol, Trideceth-9, PEG-5 Ethylhexanoate, Tetrahydroxypropyl Ethylenediamine, Carbomer, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Parfum, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene, Linalool.


Jak widać niestety zawiera sporo substancji, które mogą uczulić. Przekonał mnie jednak panthenol i
dlatego postanowiłam zaryzykować.
Całe szczęście, że mogę powiedzieć: nie żałuję. Za 100ml kosmetyku zapłaciłam ok 12zł. Podoba mi się szata graficzna, bo prawdopodobieństwo wystąpienia oczopląsu jest niewielkie (mimo tych słodkich, holograficznych elementów). Wystarczy delikatnie nacisnąć pompkę i na zewnątrz wydostaje się odpowiednia ilość żelu. Za to lubię opakowania airless.



Sam kosmetyk jest całkiem przezroczysty, konsystencja (uwaga, szok) żelowa, łatwo się rozsmarowuje i szybko wchłania. Skóra się nie lepi, jest przyjemnie schłodzona. Żel pachnie niestety dość mocno, choć nie jest to nieprzyjemny zapach. Kojarzy mi się z jakimś „zwykłym” żelem pod prysznic.



Ale najważniejsze dla mnie jest to, że przy regularnym wmasowywaniu go w podrażnione miejsca, obrzęk i zaczerwienienie dość szybko zeszły i nie straszyłam już turystów w Ustce (tak, zdarzało się, że byłam zaczepiana przez zatroskanych przechodniów z pytaniem, co mi się w kolanka stało. Kolanka to mają pod zlewem, o. :<). Skóra była delikatnie, ale przyjemnie nawilżona i nie była już taka napięta. Dyskomfort znikł.
Żel ten nakładałam też mojemu M. na spieczone plecy i również był zadowolony.
A w Rossmannie rozczuliła mnie pani, która też szukała tego typu kosmetyków i słysząc moje narzekania na skład, poczekała, aż wybiorę, a potem myk – to samo do koszyczka ;)
Następnym razem (oby takich nie było) pobiegnę jednak do apteki, albo sama ukręcę kojący krem.

10 komentarzy:

  1. o ja cie, ale ze mną źle... przeczytałam szybki numerek zamiast szybki ratunek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taa i zamiast przeczytać jeszcze raz to si.e patrzę na zdjęcia i zastanawiam doc zego ty wykorzystujesz ten żel ;)

      jej... ja nie powinnam wchodzić na blogi po nocy xd

      Usuń
  2. Ciekawy kosmetyk, idealny na upały

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie dziewczyny też latały po Rossmanach i szukały czegoś na poparzenia :D U mnie na szczęście odbyło się bez takich zakupów :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też go kupiłam, bo żel z Ziai w tym roku nie chciał pomagać na moje spieczone ramiona, o ironio, również wynik niedokładnego wsmarowania wysokiego filtra, z resztą tej samej marki. Żel przyniósł ukojenie, choć nie przyspieszył widocznie gojenia się niemal otwartych, spieczonych ran.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kupiłam przed wakacjami krem babydream +50 w spryskiwaczu, żeby właśnie się nie poparzyć. Takiego klejącego szajstwa jeszcze nie miałam.

    OdpowiedzUsuń
  6. mam ten żel, faktycznie się sprawdzał, także na moje lekko spieczone "kolanka" xD

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! Sprawiacie mi wielką radość i wierzę, że to co robię, nie jest bezsensowne.

Proszę jednak o niepozostawianie spamu. Uwierzcie, że na pewno do Was trafię, jeśli tylko nie będziecie mnie do tego zmuszać :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...