czwartek, 2 października 2014

Zaczerwieniłam się, czyli o różu Bourjois.

Na początku chciałam podziękować pięknie za komentarze pod ostatnim postem :) Dodajecie mi skrzydeł, wiecie? :D Jednocześnie przepraszam za mały zastój spowodowany pracą, rozpoczęciem kolejnego roku akademickiego oraz problemami bliskich – muszę wpaść w rytm, na razie czuję się wypompowana. Przechodząc do właściwego tematu posta...

… każdy z nas o czymś marzy. I każdy z nas chce swoje marzenia spełniać :) Takim moim małym marzeniem był kosmetyk z Bourjois – najchętniej róż. Pisałam o tym pewnie z milion razy, ale zapragnęłam tych kosmetyków od czasu, kiedy zobaczyłam je w gazecie (chyba w Filipince!) podkradzionej siostrze. Miałam pewnie z 8 lat :D I tak spełniłam to marzenie, podczas którejś z promocji w Rossmannie. Wybrałam róż nr 16 – Rose Coup De Foudre.



To delikatny odcień różu z nienachalnymi drobinkami w kolorze zimnego złota – w zależności od światła drobinki są albo srebrne, albo złote, stąd określenie. Nie jest to jednak chamski brokat dzięki któremu nasza twarz wygląda jak bombka na choinkę, o nie. To właściwie delikatny pyłek rozświetlający ładnie policzki. :) Sam odcień różu jest lekko koralowy

Przejechałam bezpośrednio różem po dłoni.

To kosmetyk wypiekany, pamiętam, że Marilyn ostrzegała mnie, że może być zbyt suchy i sprawić wiele trudności przy nabieraniu na pędzel. Szczerze mówiąc, niestety Marilyn miała rację – na początku pędzel sunął po różu i z łatwością nabierał odpowiednią ilość. Po jakimś czasie niestety mam wrażenie, że całość trochę skamieniała i trzeba się nieźle namachać, żeby nabrać kosmetyk. Mimo wszystko nie da się zrobić nim sobie krzywdy, nie grzeszy pigmentacją, kolor jest delikatny i wygląda naturalnie. :) I trzyma się od nałożenia do zmycia



Opakowanie – małe puzdereczko zamykane na magnes, z lusterkiem i pędzelkiem. Śliczne :D Niby to plastik, ale mam wrażenie, że całkiem niezłej jakości. A w środku róż, który, mam wrażenie, się nie kończy. Wydajność genialna!



Podsumowując, jestem zadowolona z zakupu (i spełnienia swojego marzenia), jednak uważam, że dobrze zrobiłam, kupując ten róż na promocji. Normalnie róż kosztuje około 50 zł, mnie udało się go upolować za 30. Myślę jeszcze o odcieniu 85 Sienne, ale to raczej zachcianka, a nie wielka potrzeba :)

Znacie kultowe róże Bourjois? 



19 komentarzy:

  1. Hmm, a wiesz, że wydaje mi się że nie miałam nic tej firmy?
    Ale kolorek ma na prawdę cudny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tej pory miałam tylko ten róż, ale jestem zadowolona i nie wykluczam, że sięgnę po inne kosmetyki tej marki :)

      Usuń
  2. Przepiękny odcień wybrałaś. Przymierzałam się kilkakrotnie do zakupu różu Bourjois, ale niestety zawsze trafiam na skamieniałe testery, które mnie zniechęcają do wydania 50 zł ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak zupełnie szczerze: jak poszłam po niego i chciałam skorzystać z testera, to nie dałam rady :D Ale myślę, że to wina wiecznego wystawienia na mocne światło...

      Usuń
  3. mam jeden róż z Bourjois i rzadko go używam, ale kolorek świetny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja na dniach będę kupować róż z tej marki ale jednak postawię na coś bez drobinek ;) Lecz nie można zaprzeczyć, że Twój egzemplarz jest przepiękny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drobinki są delikatne, tworzą raczej efekt glow :) Na pewno nie widać ich osypanych gdzieś na twarzy :D

      Usuń
  5. Mialam ten róż dawno temu i oddałam mamie, ja mialam jasny kolorek wiec zanim udalo mi sie nabrać go na pędzel to minęło 30min :p

    OdpowiedzUsuń
  6. Śliczny jest ten róż, ma bardzo młodzieńczy kolor :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie! Tak jest :) Mając go na policzkach czuję się bardzo "świeżo i młodo" :)

      Usuń
  7. ja różu nie uzywam bo mam naturalne rumieńce ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj przez długo był i moim marzeniem i również już spełnionym :D Ja mam taki brzoskwiowo różowy, numerek 3.. coś , a nazwa coś na "M" :D I też dziewczyny mnie ostrzegały, że może być twardy i w sumie to ciesze się , ze taki jest bo jak ostatnio miałam styczność z różem , który mega łątwo się nabierał i strasznie obsypywał to sprawiał tylko same problemy :) Ja swój kupiłam na minti i też coś koło 30 zł :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie wolę się namachać niż potem ścierać to, co się osypało :D

      Usuń
  9. Kiedyś również pragnęłam jakiś róż z tej serii aczkolwiek po 1 zniechęciło mnie to, że często gęsto powtarzało się, że ten kosmetyk zachodzi kamieniem na wierzchu po jakimś czasie ;/ A po 2 teraz nie używam róży. Tzn od święta ale i tak nie ma sensu kupować skoro nie potrzebuje :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ładny kolor wybrałaś, fajny na chłodniejsze dni :) bo ja latem preferuję raczej brzoskwinki czy pomarańczki ;P ale te róże z Bourjois jakoś mnie nie kuszą, właśnie przez to, że wydają się strasznie twarde i pewnie tylko byłyby problemy z nabraniem na pędzel

    OdpowiedzUsuń
  11. kiedyś bardzo chciałam mieć ten róż i nadal uważam, że wygląda cudownie, ale aktualnie mam 3 i nie będę w stanie ich w pełni wykorzystać

    OdpowiedzUsuń
  12. na promocji sama bym kupila :) bardzo ładnie wygląda ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Od dawna i mi się marzył - też wypatrzyłam go w jakiejś gazecie, którą czytałam dawno dawno temu.. Oczywiście wtedy moich kieszeni nie zasilała ilość monet potrzebna do jego zakupu, ale.. na ostatniej promocji w Rossie również sobie go sprawiłam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! Sprawiacie mi wielką radość i wierzę, że to co robię, nie jest bezsensowne.

Proszę jednak o niepozostawianie spamu. Uwierzcie, że na pewno do Was trafię, jeśli tylko nie będziecie mnie do tego zmuszać :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...